Dziennik Gazeta Prawana logo

Dyktatorzy ginęli okrutną śmiercią

12 października 2007, 14:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Iracki kat Saddam Husajn zawisł na stryczku. Teraz prawdopodobnie będzie pochowany w tajemnicy. Bez nazwiska na grobie. Bez tłumów na pogrzebie. Ponure i upokarzające. Ale jak pokazuje historia, mógłby skończyć o wiele gorzej. Bo z tyranami nikt się nigdy nie patyczkował.

Ginęli okrutnie. Rozstrzeliwani, wieszani, często kamienowani przez tłum. Bez litości i krzty szacunku. I szybko zapominani. Czyli dokładnie tak samo, jak traktowali swoich podwładnych i wrogów. Niezależnie od tego, gdzie rządzili i jak wielkie zbrodnie popełnili.

Naziści - Niemcy
Adolfowi Hitlerowi się upiekło. Uciekł sprawiedliwości. Popełnił samobójstwo. Ale nie ma grobu. Fragmenty jego czaszki leżą w muzeum w Moskwie. Podobny los spotkał jego ludzi. O poranku 16 października 1946 roku Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze skazał dziesięciu kamratów Adolfa Hitlera na śmierć. To oni w zawierusze II wojny światowej decydowali o życiu i śmierci milionów ludzi. To oni skazywali na komory gazowe, obozy koncentracyjne, medyczne eksperymenty.

Nie czekali długo na wykonanie wyroku. Winni zbrodni przeciwko ludzkości zawiśli na stryczkach dwie godziny po jego ogłoszeniu. Byli wśród nich hitlerowski minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop i Hans Frank - generalny gubernator trzeciej rzeszy w Polsce. Później ich zwłoki spalono. Prochy przewieziono gdzieś do Bawarii i rozrzucono w błocie. Strasznie padało...

Hideki Tojo - Japonia
Ponad dwa lata później sprawiedliwość dosięgła japońskich wspólników Hitlera. 23 grudnia 1948 roku ten sam trybunał skazał na śmierć siedmiu zbrodniarzy wojennych z japońskiego rządu. Sędzia nakazał stryczek m.in. dla premiera Hideki Tojo, generała Matsui Iwane i ministra spraw zagranicznych Koki Hirota.

Szczególnie dla Tojo był to wyjątkowo twardy wyrok. Kilka miesięcy wcześniej, za przykładem nazistowskich zbrodniarzy Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera, chciał popełnić samobójstwo. Strzelił sobie w klatkę piersiową... cztery razy. Ale jakimś cudem przeżył. Opatrzność nie pozwoliła mu uciec od odpowiedzialności za śmierć setek tysięcy ludzi.

Duce (Wódz) - Włochy
Benito Mussolini miał we Włoszech miano Wodza. Sam je sobie nadał i z lubością ogłaszał wszem i wobec. Jednak pod koniec II wojny światowej, w kwietniu 1945 roku, Włosi mieli dość jego i otaczających go faszystów.

W wiosenny, słoneczny dzień Mussolini wpadł w ręce lewicowych partyzantów. Razem z najbliższymi współpracownikami. Nie było sali sądowej, nie było obrońców. Wyrok był z góry zaplanowany - śmierć przez rozstrzelanie. A dokonał się następnego dnia. Przy owacjach mieszkańców wioski Dongo partyzanci rozstrzelali całą grupę wspólników Wodza, wraz z nim i jego kochanką. Ich zwłoki zawisły dla publiki powieszone na drewnianym stelażu. Ku przestrodze dla kontynuatorów jego brutalnego dzieła. I - po prostu - z pogardy.

Nicolae Ceausescu - Rumunia
Przez 24 lata, wraz z żoną Eleną, Ceausescu stworzył w Rumunii istny kult wokół siebie. W telewizjach co chwila pojawiały się ich twarze zachwalające stworzony przez nich komunistyczny reżim. Wszędzie były ich portrety. Gazety wychwalały pod niebiosa geniusz premiera. A na ulicach Bukaresztu ludzie umierali z głodu, zimna i od ciosów milicyjnych pałek. Ale zimą 1989 roku to się skończyło. Bo w całej Europie znikła Żelazna Kurtyna. I jeśli komunizm potrafił upaść w Polsce, we wschodnich Niemczech i Czechosłowacji, musiało się to odbić szerokim echem także w Rumunii. I tak się też stało. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia ludzie wyszli na ulicę.

Po kilkudziesięciu godzinach protestów było jasne, że to koniec Ceausescu. On też o tym wiedział, więc postanowił uciekać. Z żoną i kilkoma najbliższymi współpracownikami chciał umknąć helikopterem. Nie udało się. W jeden ze świątecznych dni para stanęła przed wojskowym sądem, który skazał ich na rozstrzelanie.

Tak też się stało. A chwilę, gdy pluton egzekucyjny wypalił w Nicolae i Elenę ponad 120 razy, zobaczył na telewizyjnych ekranach cały świat. Ich zwłoki zostały spopielone i pochowane gdzieś na przedmieściach Bukaresztu. W grobie bez nazwisk.

Miejsce odnaleźli kilka lat później dziennikarze amerykańskiej agencji prasowej Associated Press. Jak relacjonowali, aż trudno było uwierzyć, że tu spoczywa dyktator, który rządził przez dekady rumuńskim narodem. Ot, kawałek placyku zarośniętego krzakami. Bez krzyża, bez żadnej informacji.

Saddam Husajn - Irak
Tyran z Bliskiego Wschodu został powieszony 30 grudnia o świcie. Gdzie będzie pochowany? Tego nie wiadomo. Jednak prawdopodobnie w ukrytym gdzieś grobie. Większość Irakijczyków chce o nim zapomnieć. Bo ważniejsza jest pamięć o ofiarach, a nie mordercach...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj