Uzbrojony szaleniec zastrzelił w Nowym Jorku trzy osoby, a potem sam zginął od policyjnych kul. A nic nie zapowiadało dramatu, gdy mężczyzna wszedł do pizzerii na Manhattanie i zwyczajnie poprosił o menu...
Potem wypadki potoczyły się błyskawicznie. Szaleniec wyciągnął broń i bez powodu strzelił do pracownika restauracji. Aż 15 razy. Gdy uciekał, gonili go dwaj młodzi ochotnicy policyjni, którzy - choć noszą mundury - nie mają prawa do używania broni. Bandzior nie miał skrupułów - zabił obydwu bezbronnych mężczyzn.
Potem przyszła kolej na samego mordercę. Osaczyli go uzbrojeni policjanci. Zastrzelili go, bo nie chciał się poddać. Okazało się, że szaleniec nosił sztuczną brodę, a przy sobie miał 100 sztuk amunicji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl