Na odprawie dla młodych pilotów Walker, dowódca elitarnej jednostki One Group i operacyjny dowódca wszystkich brytyjskich samolotów bojowych, prawie krzyczał: "Czy sądzicie, że to nierozsądne, by, gdy skończy się wam amunicja, rozbić samolot o dowódcę Talibów?". Bo Walker twierdzi, że - by powstrzymać terrorystów - pilot powinien poświęcić nawet własne życie.
Dobrze, że nie słyszał komentarzy, które po odprawie wygłaszali piloci. Bo teksty "za panem sir", albo "niech pan nam pokaże, jak to się robi" to jedne z najłagodniejszych opinii.
Ministerstwo Obrony jednak broni dowódcy. Rzecznik twierdzi, że była to tylko prowokacja, która ma przekonać pilotów, że wojna to nie zabawa.
Jednak brytyjskie gazety kipią z oburzenia, że dowódca - bezpiecznie ukryty w swym bunkrze - może choćby pomyśleć o tym, by młodych ludzi, którzy walczą za swój kraj z talibami, zmuszać do zabicia wroga samobójczym atakiem.