Rosjanie grzmią, że Bieriezowski dzięki swojej fortunie wspierał czeczeńskich bandytów. Teoretycznie pieniądze miały wspomagać "odbudowę republiki", ale tak naprawdę dolary szły na uzbrojenie dla terrorystów. Według rosyjskich prokuratorów, w ten sposób trafiło do nich kilkanaście milionów rubli. Za te pieniądze Czeczeńcy podobno przygotowali atak na Nalczyk - w październiku 2005 roku kaukascy terroryści napadli na najważniejsze budynki w tym mieście. Wybuchła tam regularna wojna - Rosjanie cały dzień walczyli o odbicie miasta.
Potem, by ukryć wszelkie ślady zaangażowania Bieriezowskiego, do Czeczenii przez Gruzję przyjechał Litwinienko. Według rosyjskich władz, miał jedno zadanie - zabić wszystkich, którzy wiedzieli o pieniądzach oligarchy. Tak by nie został żaden ślad.
Ile w tych oskarżeniach jest prawdy, nie wie nikt. Ale podejrzane jest to, że wszystko układa się w niemal idealną całość - oskarżani o pracę dla brytyjskich specsłużb Bieriezowski i Litwinienko finansują antyrosyjskich terrorystów. Śmierć otrutego polonem Litwinienki to dla Bierezowskiego idealna okazja, by oskarżyć Rosję. Moskwa uparcie powtarza te rewelacje - choć brytyjscy śledczy doszli do innych wniosków.
Analitycy twierdzą, że Rosjanie chcą w ten sposób pokazać, że Litwinienko to nie bohater, który demaskował kremlowskie zapędy na niszczenie demokracji, a tylko człowiek od brudnej roboty.