Komendant słowackiej policji Jaroslav Spisziak na konferencji prasowej, na której wystąpił wraz z ministrem spraw wewnętrznych Danielem Lipszicem, zaprzeczył informacji, jakoby zabójca był emerytowanym żołnierzem. Harman jedynie odbył służbę zasadniczą, a potem pracował w czterech różnych firmach, gdzie dobrze wypełniał swoje obowiązki i sprawiał wrażenie człowieka poważnego.

Po utracie pracy większość czasu spędzał w klubie strzeleckim, do którego należał. Dość blisko przyjaźnił się z przewodniczącym klubu, ale nigdy nie zwierzył się, że miewa problemy z sąsiadami. Napastnik mieszkał w sąsiedztwie zamordowanej rodziny, która - według mieszkańców - była dość dokuczliwa. "Nie udało się także potwierdzić, czy Harman swój czyn planował. Z sąsiadami nie rozmawiał, nie był żonaty i prowadził samotnicze życie. Pochodził z porządnej rodziny, ma brata, siostrę i wciąż żyją jego rodzice" - powiedział Spisziak.

Komendant dodał, że Harman miał pozwolenie na sześć rodzajów broni. Ta, której użył do popełnienia zbrodni, była zarejestrowana. Ekspertyza ma jedynie wyjaśnić, czy nie przerobił broni półautomatycznej na automatyczną. Na taki typ karabinu trzeba mieć specjalne pozwolenie ministerstwa spraw wewnętrznych. Szef MSW Daniel Lipszic podał także nowe szczegóły dotyczące akcji policji. Napastnika najpierw postrzelił w klatkę piersiową jeden z funkcjonariuszy. Jak podkreślił, strzał ten wyeliminował zagrożenie. Potem Herman zdołał się doczołgać do jednego z pobliskich budynków, gdzie popełnił samobójstwo.

Lipszic po poniedziałkowych wydarzeniach wydał policji rozkaz, zgodnie z którym każdy patrol policyjny ma mieć przy sobie pistolet automatyczny Skorpion. Szef resortu spraw wewnętrznych oznajmił też, że chce wystąpić z wnioskiem o zmianę prawa, by zabronić używania broni maszynowej w celach sportowych i nakazać posiadaczom broni powtarzanie testów psychologicznych co pięć lat.