Od 2005 r. działa unijny system wczesnego ostrzegania, do którego kraje zgłaszają pojawiające się nowe narkotyki "smart drugs", zwane w Polsce dopalaczami. Każdy kraj sam decyduje, czy je zakazać, czy uznać za substancję medyczną. KE planuje unijny zakaz mefedronu.

Reklama

Na razie - jak poinformowano PAP we wtorek w KE - nie ma unijnego prawa zakazującego produkowania i sprzedaży środków psychoaktywnych. To należy do kompetencji krajów UE. Natomiast środki te są monitorowane zarówno przez Europol, jak i Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA, unijna agencja z siedzibą w Lizbonie).

Od 2005 roku istnieje też rozporządzenie UE ws. wczesnego ostrzegania o nowych narkotykach. "Jeśli jakiś kraj odkrywa nowy narkotyk, w sklepie, czy w internecie, musi go zasygnalizować w systemie unijnym. Problem polega na tym, że pojawiają się ciągle nowe narkotyki" - powiedział PAP rzecznik KE.

Kraje UE reagują rożnie na te ostrzeżenia. Jedne uznają, że chodzi o substancję medyczną, inne, że to narkotyki objęte legislacją antynarkotykową. Np. produkt sprzedawany pod nazwą Spice (mieszanka do palenia) cześć krajów zakazała jako narkotyk, a inne - nie.

Podobnie jest z mefedronem. Ten organiczny związek chemiczny, pochodna katynonu, stosowany jest jako stymulant i empatogen. Efekty zażycia przypominają działanie amfetaminy czy kokainy. Zakazało go już 13 państw UE.

Komisja zdrowia i środowiska w Parlamencie Europejskim zwróciła się w poniedziałek do Komisji Europejskiej o zajęcie się problemem dopalaczy w UE. Według wiceszefa tej komisji Bogusława Sonika (PO) niewykluczone, że już za tydzień KE zaproponuje zakaz sprzedaży mefedronu.



"Zabiegamy w Parlamencie Europejskim o unijny zakaz produkowania i sprzedaży środków psychoaktywnych. Problem handlu tymi substancjami ciągle narasta, przekracza granice. Brakuje ram wspólnego zarządzania problemem. Czekamy na propozycje Komisji Europejskiej" - powiedział Sonik we wtorek dziennikarzom.

Według tej komisji PE, w niemal wszystkich krajach UE, w tzw. dream shopach, młodzi ludzie zaopatrują się w środki psychotropowe zwane w Polsce dopalaczami. I choć w każdym kraju etykieta informuje, że zawartość nie nadaje się do spożycia, to dopalacze mają wielu konsumentów, zazwyczaj młodych. W Polsce szacuje się ich liczbę na ok. 360 tys.

Reklama

"To bez wątpienia problem europejski - powiedział Sonik. - Nie wiadomo, co jest w opakowaniach. Lekarze nie potrafią wykryć trucizny, a psychiatrzy oceniają, że substancje te są bardziej niebezpieczne niż narkotyki, ponieważ natychmiast uzależniają. Dowiedzieliśmy się wczoraj od przedstawicielki Komisji Europejskiej, że najpóźniej w przyszłym tygodniu KE przedstawi projekt legislacji wprowadzający m.in. zakaz sprzedaży mefedronu".

Sonik dodał, że według zapewnień KE nowe prawo ma wprowadzić zakaz całych grup molekularnych, a nie tylko indywidualnych substancji.

Zdaniem Sonika, potrzebna jest też europejska kampania informacyjna. Wielu ludzi myśli bowiem, że skoro dopalacze są legalne, to nie zaszkodzą. "Są legalne, bo są nowe i stanowią dość świeży problem" - przekonuje.

Bazą ponad 1/3 europejskich internetowych handlarzy dopalaczami (ang. designer drugs lub legal highs) jest W. Brytania - oceniła ostatnio EMCDDA.



W miejsce zakazanej w W. Brytanii używki Spice, będącej substytutem konopi indyjskich, pojawiło się 27 alternatywnych tzw. dopalaczowych mieszanek ziołowych, opartych na aktywnej substancji występującej w konopiach, ale wyprodukowanej w syntetycznej formie przez chemików w Chinach.

"Produkcja substytutów w miejsce zakazanych narkotyków nie jest niczym nowym. Problemem jest rosnący asortyment, agresywny i nowoczesny marketing i błyskawiczna reakcja narkotycznego rynku na próby ukrócenia handlu" - powiedział ostatnio "Guardianowi" Wolfgang Goetz, monitorujący handel narkotykami w UE.

Spice ilustruje globalny zasięg problemu handlu substancjami psychoaktywnymi. Nowy produkt projektowany jest i sprzedawany w Europie, ale wytwarzany w Azji i nastawiony na potencjalnie dużą grupę "klientów" zainteresowanych konopiami - tłumaczył Goetz.

BBC w niedawnym raporcie mówiła o "wojnie podjazdowej pomiędzy handlarzami a rządem". Choć ziołowe używki jako takie dostępne są od dawna, w handlu nieustannie pojawiają się ich mocne odmiany, a handlarze korzystają z luk w prawie, by uczynić je łatwo dostępnymi - wskazano w raporcie BBC.

Dużym szokiem była śmierć dwóch brytyjskich nastolatków, którzy zmarli na skutek przedawkowania mefedronu, legalnie dostępnego w niektórych państwach UE, a uchodzącego za alternatywę dla kokainy i ekstazy.

W W. Brytanii zakazana była sprzedaż mefedronu do spożycia przez ludzi, ale wolno było go sprzedawać jako nawóz do roślin. W internecie był dostępny za niespełna 4 funty (ok. 18 zł).

Narkotyki w W. Brytanii delegalizuje minister spraw wewnętrznych z poparciem parlamentu. Na początkowym etapie zasięga rady niezależnych ekspertów: przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego, policji i pozarządowych organizacji pracujących z osobami uzależnionymi. Jest to żmudny proces, gdyż może wymagać specjalistycznych badań.



Od początku 2010 r. rząd zakazał handlu dopalaczami, które były alternatywami dla nielegalnych narkotyków, w tym Spice. Posunięcie to ma charakter prewencyjny. W międzyczasie rząd zlecił badania nad szkodliwością dopalaczy. Celem jest ściganie handlarzy, a nie ich klientów.

We Włoszech, które należą do krajów Europy o najwyższej konsumpcji tzw. twardych narkotyków, rynek dopalaczy, nazywanych party-pills lub droghe ricreative, zaczyna powoli budzić coraz większe zaniepokojenie ekspertów i rodziców nastolatków.

Nie jest to jednak temat publicznej debaty. Podkreśla się jednocześnie, że próba kontroli zjawiska rosnącej popularności tego typu substancji jest równie trudna, jak w przypadku narkotyków. Wynika to przede wszystkim z tego, że różnego rodzaju preparaty ziołowe i syntetyczne sprzedawane są nie tylko w tzw. smart shopach, ale przede wszystkim w internecie. To tam głównie młodzi ludzie je zamawiają i wymieniają się informacjami o tym, gdzie są dostępne poszczególne substancje.

Handel tego typu pigułkami i ziołami odbywa się, z naruszeniem prawa, także w dyskotekach, zwłaszcza w Mediolanie. Do łamania prawa dochodzi także w legalnych smart shopach, gdzie w czasie kontroli odnajdowane są na półkach preparaty, wyprodukowane z substancji zakazanych we Włoszech.

Wiele wskazuje na to, że wszystkie kryteria dopalacza spełnia sprzedawany w mediolańskich dyskotekach i klubach napój, o którym głośno było latem tego roku. Lekarze we Włoszech przestrzegali przed coraz popularniejszym wśród młodzieży napojem, usuwającym w ciągu 20 minut skutki upojenia alkoholowego. Popularnie nazywa się go "ratującym prawo jazdy", bo po jego wypiciu alkomat nie wykrywa podobno obecności alkoholu w wydychanym powietrzu.

Napój, sprzedawany w cenie 5 euro, reklamowany jest jako "nadzwyczajny rezultat 10 lat badań w szwajcarskim laboratorium". Wypity pod koniec nocnej zabawy - zachwala producent - likwiduje skutki alkoholu i zapewnia dobre samopoczucie i trzeźwość umysłu następnego dnia.

Według włoskich lekarzy, choć nie zawiera on substancji toksycznych, to jest groźną mieszanką różnego rodzaju składników, między innymi ekstraktów owoców i roślin, takich jak lukrecja, melisa, cytryna, karczoch, która sztucznie "reaktywuje" organizm po dużej dawce alkoholu.



Obowiązująca w Niemczech ustawa o środkach odurzających reguluje produkcję i obrót substancjami o działaniu odurzającym i zawiera wykaz substancji nielegalnych. W styczniu 2009 r. na listę tę wpisano mieszankę ziołową Spice, gdy po analizie jej składu wykryto psychoaktywną substancję podobną do THC obecnego w marihuanie. Ten syntetyczny związek uzależnia i jest groźny dla zdrowia.

Niemcy walczą z "dopalaczami" poprzez stałą obserwację i kontrolę syntetycznych narkotyków, produkowanych z takich składników, które nie podlegają zakazowi na mocy ustawy o środkach odurzających.

Problem konsumpcji "dopalaczy" dotyczy w dużej mierze ludzi młodych w miastach, uczestników kultury klubowej.

Lekarze wskazują też na problem uzależnień od środków farmakologicznych poprawiających wydajność organizmu. Według badania, przeprowadzonego przez kasę chorych DAK w 2009 r., co dwudziesta osoba czynna zawodowo przyznaje się, że przynajmniej raz wspomagała się takim środkiem; to ok. dwóch milionów ludzi. Prawie połowa bierze te środki regularnie.

We Francji substancje syntetyczne, określane w Polsce jako dopalacze, figurują na ogół, obok narkotyków, np. marihuany, heroiny czy kokainy, na liście zakazanych środków odurzających. Dotyczy to np. mefedronu, JWH-018 czy BZP (substancji zbliżonej w działaniu do amfetaminy).

Za zażywanie lub posiadanie niewielkiej ilości tych substancji grozi we Francji do roku więzienia. W praktyce sąd wymierza za to raczej łagodniejsze kary: obowiązkową pracę społeczną, grzywnę lub odbycie obligatoryjnego kursu antynarkotykowego. Za handlowanie dopalaczami sąd można skazać maksymalnie na 5 lat więzienia i 75 tys. euro grzywny.

Zaliczana także do dopalaczy tzw. szałwia wieszcza (salvia divinorum) została przez francuskie ministerstwo zdrowia wpisana w tym roku na listę substancji trujących. Na wielu francuskich stronach www można jednak znaleźć oferty sprzedaży tej rośliny.