Według lekarzy z powodu oparzeń w ostatnim czasie w szpitalach zmarło 20 osób. Część z nich miała poparzone 95 proc. powierzchni ciała.

Reklama

Wulkanu Merapi na indonezyjskiej wyspie Jawa przebudził się 26 października. Do kolejnej niezwykle silnej erupcji doszło w czwartek. Z wulkanu zaczęły wydobywać się tzw. lawiny piroklastyczne - złożone z gorących gazów wulkanicznych, popiołu i fragmentów skalnych - które spływają zboczem wulkanu z prędkością dochodzącą do 100 km na godzinę, paląc wszystko na swej drodze.

Wbrew przewidywaniom ekspertów, którzy sądzili, że po serii erupcji ciśnienie w kraterze Merapi opadnie, wybuchy przybierają na sile. W środę Merapi wyrzucił na wysokość 6 km ogromną chmurę sadzy, która pokryła tereny w promieniu 250 km.

Również w sobotę linie lotnicze Singapore Airlines poinformowały, że odwołują loty do oraz z Dżakarty. Najbardziej aktywny indonezyjski wulkan znajduje się około 450 km na zachód stolicy kraju.

W ostatnich dniach z jego okolicy ewakuowano ponad 200 tys. ludzi. Strefę bezpieczeństwa wokół szczytu poszerzono do 20 km i obejmuje ona obecnie przedmieścia dawnej królewskiej stolicy Jogyakarta. Miasto postawiono w stan alarmowy.

Do erupcji Merapi dochodzi średnio co cztery lata. Poprzedni wybuch nastąpił w czerwcu 2006 roku, a w jego następstwie zginęły dwie osoby. Z kolei w wyniku wybuchu w 1994 roku śmierć poniosło 60 osób, a w 1930 roku - 1400 ludzi.