Do burzliwej wymiany zdań, zakończonej interwencją przewodniczącego Jerzego Buzka, doszło podczas debaty o sytuacji gospodarczej strefy euro. Lider frakcji socjalistów Martin Schulz apelował o zgodne działanie wszystkich krajów i w tym kontekście krytykował Wielką Brytanię, która nie jest w strefie euro, wytykając jej dążenie do cięć w unijnym budżecie.

Reklama

Wtedy głos spontaniczne zabrał Godfrey Bloom z eurosceptycznej brytyjskiej UK Independence Party (UKIP). Nie miał włączonego mikrofonu i jego wypowiedź była słabo słyszalna.

"On powiedział 'Ein Volk, Ein Reich, ein Fuehrer'!" - wykrzyknął w odpowiedzi oburzony Schulz. W obronie socjalistycznego kolegi stanął lider największej, chadeckiej frakcji Joseph Daul, który natychmiast zażądał przeprosin. I ironicznie dorzucił, że mało brakowało, a Brytyjczyk dodałby, że w Europie zakłada się obozy koncentracyjne, by radzić sobie z kryzysem. Oburzeni byli też inni posłowie.

Bloom nie zaprzeczył, że zacytował hitlerowską dewizę III Rzeszy. Kiedy prowadzący obrady Buzek zażądał od niego przeprosin, nie zrobił tego i dodał nawet przez mikrofon pod adresem Schulza, że jest to "faszysta, a nie demokrata".

Wtedy asystenci Buzka podsunęli przewodniczącemu odpowiedni przepis wewnętrznego regulaminu PE. Powołując się nań, przewodniczący zażądał od posła opuszczenia sali i zapowiedział rozmowę dyscyplinującą. Sprawę ewentualnych kar ma przedyskutować Konferencja Przewodniczących frakcji politycznych PE. Bezskutecznie próbował interweniować lider UKIP Nigel Farage; Bloom w końcu dobrowolnie wyszedł z sali.

Reklama

Burzliwa dyskusja rozgorzała ponownie, gdy w południe Bloom pojawił się na głosowaniach. Po kolejnej wymianie zdań między nim a Schulzem prowadzący obrady wiceprzewodniczący zażądał od Brytyjczyka opuszczenia sali i poddał nawet tę kwestię pod głosowanie. Większość posłów była za wyrzuceniem Brytyjczyka. Gdy Bloom odmówił, wiceprzewodniczący zagroził wezwaniem strażników i - zarzucając posłowi "obstrukcję" - zawiesił obrady. Ostatecznie Bloom wyszedł eskortowany przez parlamentarnych woźnych. Wtedy wznowiono głosowania.

Reklama



Szefowie głównych frakcji PE we wspólnym oświadczeniu stanęli w obronie Schulza, potępili Blooma i zażądali od Buzka wymierzenia surowej kary. "Nigdy nie zaakceptujemy, by deputowany obrażał swoich kolegów w sposób, który przywołuje najgorsze chwile w naszej historii" - napisali Daul (chadecja), Guy Verhofstadt (liberałowie), Rebecca Harms i Daniel Cohn-Bendit (Zieloni), Michał Kamiński (Konserwatyści i Reformatorzy) i Lothar Bisky (komuniści).

Znany z ciętego języka lider socjalistów w PE nie po raz pierwszy stał się ofiarą porównań do czasów hitlerowskich. W 2003 roku włoski premier Silvio Berlusconi powiedział, że Niemiec byłby znakomity "do roli kapo" w jakimś filmie.

Nie są to też pierwsze inwektywy z ust przedstawicieli UKIP podczas obrad plenarnych PE, które kończą się interwencją Buzka. W marcu br. Nigel Farage został przez przewodniczącego ukarany odebraniem 10 diet poselskich (ok. 3 tys. euro) za nazwanie przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya "mokrym mopem" i "urzędniczyną z banku".