O związkach Olliera z Libią napisały wczoraj „Liberation” i „Le Parisien”. Minister kilkanaście razy spotykał się z Muammarem Kaddafim, pośredniczył w sprzedaży Trypolisowi broni (w tym samolotów i helikopterów, z których armia strzela właśnie do powstańców), a na dodatek założył parlamentarne koło przyjaźni francusko-libijskiej.
Reklama
Wielokrotnie bronił też przywódcy libijskiej rewolucji przed zarzutami.
– Trzeba mu pomóc, a nie krytykować – mówił w 2007 r.
Ollier to życiowy partner szefowej dyplomacji Michele Alliot-Marie, która ledwo uniknęła dymisji, gdy wyszły na jaw jej związki z obalonym niedawno prezydentem Tunezji Zin Al-Abidinem bin Alim. Alliot-Marie w grudniu, gdy zaczynały się już antyrządowe zamieszki, poleciała na urlop do Tunezji na pokładzie prywatnego samolotu zbliżonego do władz biznesmena Aziza Milada.
Do kompletu jest jeszcze Francois Fillon. Premier Francji spędził ostatnią przerwę świąteczno-noworoczną w Egipcie, po którym poruszał się samolotem wypożyczonym mu osobiście przez ówczesnego prezydenta Hosniego Mubaraka. Dzięki maszynie Francois Fillon mógł szybko dotrzeć między innymi do antycznej świątyni Abu Simbel.
Ożywione kontakty francuskich polityków z szemranymi przywódcami Trzeciego Świata to już tradycja. Najsłynniejsza była przyjaźń łącząca prezydenta Valery’ego Giscarda d’Estaing ze środkowoafrykańskim prezydentem (a potem cesarzem) Jeanem-Bedelem Bokassą. Według niektórych źródeł dyktator, znany później m.in. ze zjadania przeciwników politycznych, obdarowywał kolegę wartymi miliony franków diamentami.