Jak poinformował rzecznik rządu Yukio Edano, alarm zarządzono po to, by ułatwić władzom podejmowanie nadzwyczajnych przedsięwzięć w związku z akcją ratowniczą. W odniesieniu do samych elektrowni atomowych potrzeba takich przedsięwzięć nie istnieje.

"Nie ma wycieków"

Wcześniej premier apelował do społeczeństwa o zachowanie spokoju. Przyznał, że starty spowodowane przez trzęsienie ziemi i tsunami są ogromne. Zapewniał, że nie ma wycieku radioaktywnego w elektrowniach atomowych.

Rzecznik rządu poinformował, że w rejon trzęsienia wysłano wojsko.

Japońskie MSZ powołało grupę kryzysową, potwierdzając, że cudzoziemcy są bezpieczni.

Rząd poinformował, że otrzymuje oferty pomocy z innych krajów.

Tymczasem w budynku elektrowni atomowej Onagawa w regionie Tohoku na północnym wschodzie Japonii po piątkowym trzęsieniu ziemi doszło do pożaru - poinformowała agencja Kyodo.

Z kolei Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej podała w Wiedniu, że podczas trzęsienia automatycznie wyłączyły się cztery japońskie siłownie atomowe. Agencja podała, że zbiera informacje na temat japońskich instalacji atomowych, które mogą być narażone.