Dziennik Gazeta Prawana logo

Były kandydat na prezydenta przed sądem. Grożą mu trzy lata

5 maja 2011, 10:46
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Były kandydat na prezydenta przed sądem. Grożą mu trzy lata
PAP/EPA
W Mińsku rozpoczął się w czwartek proces Uładzimira Niaklajeua, poety i byłego kandydata opozycji w wyborach prezydenckich w grudniu 2010 roku. Jest on oskarżony o organizację i przygotowywanie działań poważnie naruszających porządek publiczny.

Opozycjoniście grozi do trzech lat więzienia.

Prócz Niaklajeua, na ławie oskarżonych zasiadają trzej działacze kierowanego przez niego ruchu "Mów Prawdę!": Alaksandr Fiaduta, Andrej Dźmitryjeu i Siarhiej Wazniak, a także: wiceszefowa opozycyjnej organizacji młodzieżowej Młody Front Nasta Pałażanka i inny były kandydat opozycji w wyborach Wital Rymaszeuski.

Niaklajeu na sali zwrócił się do zgromadzonych, odpowiadał też na pytania dziennikarzy. Mówił, że opozycja nie była gotowa do wydarzeń w wieczór wyborczy 19 grudnia, czyli stłumienia demonstracji opozycji i aresztowania jej liderów. Według niego nie było to też korzystne dla prezydenta Alaksandra Łukaszenki.

Jak mówił, kiedy po wyborach trafił do aresztu śledczego KGB, zastanawiał się przede wszystkim nad tym "co się stało, dlaczego tak się stało, (...) kto postawił Białoruś w takiej sytuacji?".

"To znaczy, że jest jakaś trzecia siła" - wskazał Niaklajeu. Ocenił, że dziś Białoruś jest najbardziej zagrożona od czasu, kiedy uzyskała niepodległość. "Kto to zrobił? To powinniśmy wyjaśniać w sądzie!" - oznajmił były kandydat.

O pobycie w areszcie mówił, że był najtrudniejszy pod względem psychicznym. Potwierdził, że zatrzymanych traktowano tak, jak opisywał inny były kandydat na prezydenta Aleś Michalewicz, któremu udało się uciec z Białorusi. Niaklajeu wskazał, że Michalewicz należy do innego, młodszego pokolenia, a dla niego samego to traktowanie nie było nieoczekiwane.

Andrej Dźmitryjeu powiedział PAP, że nie można mieć żadnych oczekiwań co do procesu. "Sądy pełnią na Białorusi rolę polityczną i z tego powodu nie mogę przewidzieć, jaka będzie decyzja polityczna wobec mnie osobiście i wobec innych uczestników procesu" - powiedział.

Dodał, że niejednokrotnie w ciągu ostatnich miesięcy swoją opinię na temat wydarzeń na Białorusi wyraziły kraje Unii Europejskiej. "Jestem wdzięczny za poparcie z ich strony, to jest bez wątpienia ważne, ale nie przeceniam znaczenia tego poparcia dla tej konkretnej sprawy i konkretnych decyzji" - mówił koordynator kampanii "Mów Prawdę!".

Niaklajeu został pobity przez nieznanych - i dotąd nie wykrytych - napastników w wieczór wyborczy, jeszcze przez demonstracją opozycji. Trafił do szpitala, skąd zabrali go również niezidentyfikowani ludzie. 20 grudnia Łukaszenka ogłosił na konferencji prasowej, że były kandydat jest w areszcie. Później na Niaklajeua nałożono areszt domowy, w jego mieszkaniu stale przebywa dwóch pracowników KGB.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj