"Dyktatura wojskowa w Egipcie nie zaczęła się od dojścia Mubaraka do władzy (w 1981 roku), lecz jest emanacją systemu ukształtowanego w latach 50. XX wieku. Koncentrowanie uwagi na Mubaraku odwraca uwagę opinii od braku postępu w ustanawianiu rządów demokratycznych" - zaznaczył.

Reklama

Według niego armia chce zachować istotę obecnego niedemokratycznego systemu rządzenia ustanowionego w wyniku wojskowego zamachu stanu w 1952 roku i pozostać "partią władzy" w zmowie z islamskim Bractwem Muzułmańskim - jedyną zorganizowaną siłą polityczną w kraju.

"Armia chce utrzymać kontrolę nad procesem politycznym, bo w ten sposób może kontrolować jego wynik" - dodaje Darwish.

"Obsadzając 83-letniego Mubaraka w roli kozła ofiarnego, władze wojskowe liczą na to, że opinia uzna go za odpowiedzialnego za nadużycia władzy, a to odwróci jej uwagę od niedemokratycznego systemu, który takie nadużycia umożliwiał i umożliwia" - podkreśla.

Według Darwisha w wyznaczonych na wrzesień wyborach parlamentarnych Bractwo Muzułmańskie może liczyć na 25 proc. mandatów. Resztę obsadzą kandydaci wskazani przez wojskowych.

Reklama

Darwish sądzi, że Egipt nie jest gotowy na wybory parlamentarne i że najpierw powinny się odbyć wybory prezydenckie.

Wskazuje też, iż wojsko, islamiści i media (w swej masie o orientacji naserowskiej, lewicowej) nie chcą, by wybory parlamentarne odbyły się pod międzynarodowym nadzorem.

Zdaniem Darwisha proces Mubaraka potrwa lata. Specjalista ten przewiduje, że wszyscy zmęczą się procesem i zapomną, a sam Mubarak, poważnie chory, może umrzeć zanim zapadnie wyrok. Środowe inauguracyjne posiedzenie sądu to dopiero postępowanie przedprocesowe. Na razie Mubarak nie musi nawet oświadczać, czy przyznaje się do winy.

Ekspert nie wyklucza, że przemieszanie prawa karnego i cywilnego w zarzutach postawionych Mubarakowi jest celowym zabiegiem mającym na celu przedłużenie procesu.

Darwish, długie lata związany z gazetami "The Independent" i "Daily Telegraph", sądzi też, że postawienie Mubaraka przed sądem skłoni przywódców Libii i Syrii - Muammara Kadafiego i Baszara el-Asada - do trzymania się władzy za wszelką cenę po to, by uniknąć jego losu.