Wysłuchania kandydatów na komisarzy unijnych w Parlamencie Europejskim to nie tylko okazja do zapoznania się z kandydatami, ich wiedzą, doświadczeniem i poglądami, ale także czasem niezła rozrywka. Zwłaszcza, gdy kandydat jest kontrowersyjny i europosłowie chcą utrącić jego szanse.
Do tej pory zdecydowanie najgorszą kandydatką okazała się była premier Słowenii Alenka Bratusek. Dla niektórych to było zaskoczeniem. Ale nie dla samych Słoweńców. - - mówi w rozmowie z dziennik.pl Alojz Peterle, eurodeputowany chadecki. Faktycznie, w nowej komisji Bratusek miałaby być wiceprzewodniczącą odpowiedzialną za unię energetyczną. A o temacie mówi, że i .
Kontrowersje już wcześniej wzbudziły dwa fakty - mimo że jej partia przegrała wybory, Bratusek sama siebie nominowała na słoweńskiego kandydata na komisarza. Poza tym w sieci pojawił się filmik z imprezy w stylu komunistycznym, na którym widać panią jeszcze premier podśpiewującą "Eviva comunisma e la liberta!" (ZOBACZ TO NA WIDEO >>>). O to pytali ją wczoraj chorwaccy europosłowie. - - komentuje Peterle. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT>>>
Lepiej wypadła Mogherini. Była włoska minister spraw zagranicznych ze znikomym doświadczeniem ma zastąpić Catherine Ashton. Jej brak doświadczenia oraz wcześniejsze wypowiedzi w stylu nie rokowały dobrze. Mogherini tymczasem mówiła w miarę spójnie, wydawała się dosyć dobrze przygotowana, odpowiadała też płynnie po francusku i angielsku. Wypadła lepiej niż oczekiwano. - - komentują posłowie, choć nie brak opinii, że .
Elżbieta Bieńkowska, która w rządzie Donalda Tuska uchodziła za gwiazdę, w Brukseli wypadła przeciętnie. Nie można jej oczywiście porównywać z Bratusek, ale na kolana też nie powaliła. Niezależni eksperci i dziennikarze ocenili ją w swoim rankingu co prawda najgorzej, ale oceniali w nim nie kwestie merytoryczne, ale sposób prezentacji. - - dodali. Bieńkowskiej oberwało się za nadmierną pewność siebie i jednocześnie zbytnią oschłość i nerwowość. Od strony merytorycznej było lepiej, choć nie doskonale. - - mówi anonimowo jeden z polskich europosłów.
Bardzo dobrze wypadła m.in. była belgijska eurodeputowana Marianne Thyssen - odpowiedzialna byłaby m.in. za zatrudnienie; były premier Estonii Andrus Ansip czy Jonannes Hahn - austriacki komisarz ds. polityki regionalnej, który teraz miałby się zająć polityką sąsiedztwa i rozszerzeniem UE. Nieźle oceniana jest też Bułgarka Kristalina Georgieva. To w sumie dziwne, bo Georgieva jako komisarz odpowiedzialny za m.in. pomoc międzynarodową miała niezasłużenie dobrą opinię, a małe osiągnięcia. Sami Bułgarzy krytykowali ją za to, że nie zaangażowała się w pomoc dotkniętym katastrofalną powodzią Bałkanom, nie pomyślała też o wysłaniu konwojów z pomocą humanitarną na wschodnią Ukrainę.
Najwięcej kontrowersji wzbudzili m.in. Brytyjczyk Jonathan Hill - miałby kierować teką rynków finansowych (wcześniej był lobbystą, więc zarzucano mu konflikt interesów), czy Hiszpan Miguel Canete, któremu zarzucali europosłowie - nie do końca słusznie - niejasne deklaracje finansowe. Miałby on się zająć energią i klimatem.
Najbardziej kontrowersyjna ze względu na osobiste życie jest rumuńska kandydatka na komisarza ds. polityki regionalnej Corina Cretu. Cretu, była dziennikarka i eurodeputowana, sama dała do zrozumienia, że miała romans z amerykańskim sekretarzem stanu, Colinem Powellem. Ale niektórzy zarzucają jej też powiązania ze służbami wywiadowczymi.
Z kolei niezły węgierski kandydat Tibor Navracsics - wskazywany do zajęcia się edukacją - jest typowany przez liberałów do odstrzału. Jego największą winą jest to, że jest politykiem desygnowanym przez premiera Viktora Orbana.
Jak na razie pięciu kandydatów będzie musiało ponownie odpowiadać na pytania europosłów (CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>). Największym problemem są niewątpliwie: Bratusek i Navracsics. Być może skończy się tak, że nowy słoweński rząd desygnuje swoją kandydatkę na miejsce Bratusek.
CZYTAJ WIĘCEJ o przesłuchaniu Elżbiety Bieńkowskiej w Parlamencie Europejskim >>>