Ulotka była we wtorek kolportowana przez amerykańskie siły w prowincji Parwan na północ od Kabulu. Widnieje na niej rysunek białego psa uciekającego przed lwem. Na jednym z boków psa umieszczono treść szahady, czyli muzułmańskiego wyznania wiary: "Nie ma Boga nad Allaha, a Mohamet jest jego prorokiem". Werset ten wykorzystywany jest także na transparentach talibskich rebeliantów.

Reklama

Nad obrazkiem widnieje hasło wzywające ludność, by wydawała talibskich rebeliantów władzom. - Odbierz swą wolność od terrorystycznych psów i współpracuj z siłami koalicji, by mogły namierzyć wrogów i ich wyeliminować - głosi tekst.

-Projekt ulotki przez pomyłkę zawierał wysoce obraźliwy wizerunek - zarówno dla muzułmanów, jak i dla islamu - oświadczył generał dywizji James Linder. - Szczerze przepraszamy. Głębokim szacunkiem darzymy zarówno islam, jak i naszych muzułmańskich partnerów na świecie - dodał. Poinformował ponadto, że w sprawie zostanie wszczęte śledztwo.

Gubernator prowincji Parwan, Mohammad Hasem, określił dystrybucję ulotki jako "niewybaczalny błąd" i poinformował, że w sprawie tej zostanie wszczęte dochodzenie. - Ci, którzy popełnili ten niewybaczalny błąd w wydziale prasowym czy propagandy sił koalicji zostaną osądzeni i ukarani - oświadczył gubernator.

Reklama

W 2012 roku amerykańscy dowódcy przepraszali po tym, jak kopie Koranu i inne teksty religijne zostały przez omyłkę spalone w bazie sił powietrznych Bagram pod Kabulem. Żołnierze spalili skonfiskowane więźniom egzemplarze Koranu, ponieważ obawiano się, że za ich pośrednictwem osadzeni przekazują sobie wiadomości.

Mimo przeprosin wystosowanych wtedy przez ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamę, szefa Pentagonu Leona Panettę i dowództwo Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa w Afganistanie (ISAF) incydent wywołał gwałtowne protesty w całym Afganistanie. Zginęło w nich 30 osób, a ok. 200 zostało rannych.

W reakcji na spalenie egzemplarzy świętej dla muzułmanów księgi doszło do serii działań odwetowych: dwóch amerykańskich doradców wojskowych ISAF zostało zastrzelonych w siedzibie afgańskiego MSW w Kabulu; w kolejnych dniach doszło też do ataków na bazy NATO i ONZ w prowincji Kunduz oraz na lotnisko w prowincji Nangarhar. Zginęło w nich co najmniej 14 osób, a ok. 80 zostało rannych.