Kiedy wchodzisz do rosyjskiej placówki dyplomatycznej w Londynie, miej się na baczności - masz 50 procent szans, że trafisz na szpiega. Brytyjskie media alarmują, że na Wyspach roi się od agentów, którzy mają bacznie obserwować wszystkie kroki miejscowych. Tak wielu nie było ich od czasów zimnej wojny.
Rosjanie mają na oku i wojsko, i sprawy gospodarcze, a także wszystkich politycznych przeciwników Władimira Putina, z Borysem Bieriezowskim na czele - wylicza "Sunday Telegraph".
W tej chwili w rosyjskiej ambasadzie urzęduje 62 dyplomatów. Ocenia się, że aż połowa z nich to agenci rosyjskiego wywiadu. Taka sytuacja była ostatni raz w czasach zimnej wojny.
Ostatnio jednak Rosjanie mają z Brytyjczykami na pieńku - zaczęło się od zabójstwa byłego rosyjskiego szpiega Aleksandra Litwinienki, które Scotland Yard wiąże z Kremlem. Potem była rosyjska odmowa ekstradycji Andrieja Ługowoja, który miał podać Litwinience truciznę. A gdy było już bardzo źle, oba kraje zaczęły wyrzucać dyplomatów drugiej strony.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|