"FT" zaznacza w czwartkowym komentarzu redakcyjnym, że wtorkowe wybory parlamentarne w Izraelu stały się referendum w sprawie dotychczasowych rządów "Bibiego". Jak dodaje, ostatnie lata były dla Izraela łaskawe i "wydaje się, że wystarczająco wielu obywateli tego kraju uwierzyło w jego przesłanie - że jego przesuwające się coraz bardziej na prawo koalicje zapewniły im dobrobyt i bezpieczeństwo - by mógł utrzymać się u władzy".

"FT" przypomina, że za Netanjahu ciągną się zarzuty korupcyjne. "Wygląda na to - wskazuje dziennik - że (Netanjahu) zamierza uciec przed więzieniem, przekonując opinię publiczną, iż padł ofiarą polowania na czarownice urządzonego przez lewicowe elity, a wymuszenie na nim dymisji wystawiłoby kraj na pastwę regionalnych wrogów, takich jak Iran. (...) Te kłopoty mogą też zachęcić Netanjahu do spełnienia przedwyborczej obietnicy i przyłączenia wszystkich żydowskich osiedli na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu" do Izraela - ostrzega.

To zaś "pogrzebałoby wszelkie nadzieje na utworzenie niepodległego państwa palestyńskiego i poszatkowałoby nieskolonizowane jeszcze skrawki arabskich terytoriów, zamieniając je w niepołączone ze sobą kawałki ziemi".

Mimo głosów części komentatorów, uspokajających, że zapowiedź aneksji osiedli to tylko przedwyborcza agitacja, gazeta podkreśla, że choć w przeszłości Netanjahu powstrzymywał podobne zamysły w swoich rządach i we własnej partii, to obecnie sytuacja jest inna ze względu na politykę USA. Uznając Jerozolimę za stolicę Izraela, przenosząc tam amerykańską ambasadę i uznając suwerenność państwa żydowskiego nad Wzgórzami Golan, prezydent USA Donald Trump "otworzył drogę do największego przejęcia ziemi przez Izrael", "spełniając (przy tym) listę życzeń izraelskiej prawicy" - ocenia "FT".

"Aneksja Zachodniego Brzegu i narzucenie Palestyńczykom rozwiązania (konfliktu bliskowschodniego - PAP) zagroziłoby przyszłości Izraela, przyspieszając jego zwrot ku jednemu państwu, w którym Arabowie stanowią większość, ale nie mają tych samych praw co Żydzi. Byłaby to straszliwa utrata pozycji (przez Izrael), czego Izraelczycy wydają się tylko mgliście świadomi" - pisze brytyjski dziennik.

Podkreśla, że zadaniem rywala Netanjahu, Benny'ego Gantza, i centrolewicowego obozu będzie "przekonanie Izraelczyków, by poważnie potraktowali to zagrożenie, nim dojdzie do katastrofy".