Tygodnik podkreśla, że jest to aspekt nielegalnej imigracji do Włoch, o której nie mówi szef MSW Matteo Salvini, inicjator zaostrzenia polityki migracyjnej i zamknięcia portów dla statków organizacji pozarządowych, zabierających ludzi z łodzi i pontonów na Morzu Środziemnym.

Jednocześnie, zaznacza się w artykule, stale narasta "ciche zjawisko" przemytu ludzi na pokładach często luksusowych jachtów, wysyłanych zazwyczaj z Grecji w stronę wybrzeży włoskiego regionu Apulia, a niekiedy na Sycylię. Za tym procederem stoją potężne klany ze wschodu, powiązane z rosyjską mafią i tureckimi organizacjami przestępczymi.

To "jachty-widma", często zapisane na fikcyjne firmy i pływające pod amerykańską banderą - podkreśla się. Jednostkom tym udaje się niepostrzeżenie dotrzeć na wybrzeże. Ludzie opuszczają je w pośpiechu i natychmiast uciekają.

Włoskie pismo, powołując się na śledczych, informuje, że na każdym przewożonym jachtem nielegalnym imigrancie przemytnicy zarabiają do 10 tys. euro. Wysyłają ich w grupach średnio po 70 osób, a takich rejsów jest około 5 tys. rocznie.

W ten sposób do Włoch uciekają głównie Kurdowie i Irakijczycy, a także Pakistańczycy i mieszkańcy Kosowa. Pierwsze kontakty z gangami przemytników zawierają w Stambule.

"L'Espresso" informuje, że włoskie służby zdołały aresztować grupę przemytników. Jeden z nich, Rosjanin zatrzymany na pokładzie jachtu, miał pełne kieszenie dolarów i rubli. Zwraca się też uwagę, że w proceder zamieszanych jest też wielu Ukraińców. 60 z nich zostało aresztowanych przez Włochów w ciągu czterech ostatnich lat.