Wygłaszając 1 marca ubiegłego roku orędzie o stanie państwa, prezydent Władimir Putin zaprezentował nagranie wideo, przedstawiające ten pocisk, który - jak wówczas stwierdził - ma nieograniczony zasięg i będzie nieuchwytny dla amerykańskiej obrony przeciwrakietowej. W terminologii zachodniej nowy pocisk określany jest jako SSC-X-9 Skyfall, zaś jego oficjalna rosyjska nazwa to Buriewiestnik, z symbolem katalogowym przemysłu zbrojeniowego 9M730.

Jak pisze nowojorski dziennik, kilka niedawnych raportów Pentagonu i innych agend rządu USA konsekwentnie klasyfikuje rosyjskie pociski manewrujące o napędzie nuklearnym jako potencjalny nowy rodzaj zagrożenia. Z uwagi na zmienny i przebiegający na względnie niskim pułapie tor lotu byłyby one praktycznie nieuchwytne dla obecnych rozmieszczonych na Alasce i w Kalifornii amerykańskich systemów przeciwrakietowych, które mają niszczyć głowice pocisków balistycznych jeszcze przed ich wejściem w atmosferę ziemską.

Wielu niezależnych ekspertów wojskowych długo uznawało forsowane przez Putina wykorzystanie napędu nuklearnego w pociskach manewrujących i morskich torpedach o międzykontynentalnym zasięgu za czystą fantazję. Przypominali oni, że podobne projekty, które próbowano realizować w USA w latach 50. i 60., kończyły się za każdym razem technicznym fiaskiem.

"Gdyby tak było, mogłoby zostać zakwestionowane jedno z uzasadnień administracji Trumpa dla nowych znacznych wydatków na amerykańską broń jądrową, które byłyby odpowiedzią na zbrojenia rosyjskie - choć USA powołują się również na taki sam program realizowany w Chinach" - zaznacza "NYT".

Zwraca też uwagę, że dla rosyjskich wojskowych zaletą nowej klasy pocisków manewrujących o prędkościach hiperdźwiękowych jest brak ich traktatowej reglamentacji, co pozwala na swobodne rozwijanie takiej broni i wprowadzanie jej do arsenału bojowego.

Pierwszy oficjalny komunikat na temat czwartkowego wypadku informował, że silnik rakietowy na paliwo ciekłe wybuchł w trakcie próby poligonowej, powodując pożar, ale poziom promieniowania nie zwiększył się ponad naturalną emisję tła. Jednak stacje pomiarowe w odległym o około 40 kilometrów Siewierodwińsku odnotowały nagły skok radioaktywności, która według późniejszych doniesień mediów była w pewnej chwili 200 razy silniejsza niż emisja tła.

W wydanym w sobotę komunikacie rosyjska państwowa spółka nuklearna Rosatom podała, że wypadek dotyczył "izotopowego źródła energii dla silnika rakietowego na paliwo ciekłe". Była to pierwsza oficjalna wiadomość o związku całego incydentu z instalacją jądrową.

"Ta zmiana w rosyjskiej narracji, wraz z informacjami i zdjęciami satelitarnymi uzyskanymi przez amerykański wywiad sprawiła, że jego przedstawiciele badają obecnie, czy zawiódł względnie wybuchł mały reaktor atomowy, o którym mówił Putin przedstawiając nową broń" - czytamy w "NYT".

Jak zaznacza gazeta, do tej pory nie wiadomo, na ile zaawansowana jest realizacja programu uzbrojenia rosyjskich sił strategicznych w nowe pociski manewrujące. Raport Pentagonu o obronie przeciwrakietowej poprzestał na zacytowaniu twierdzeń rosyjskich przywódców, że Rosja posiada także nową klasę pocisków pięciokrotnie szybszych niż dźwięk, które przemieszczają się "tuż nad granicą atmosfery" z manewrami unikowymi, co pozwala na pokonanie amerykańskiej obrony antyrakietowej przy jej obecnym poziomie technicznym. Raport nie zawiera jednak żadnej oceny wiarygodności tych informacji.