Kierowca mercedesa jadący jedną z moskiewskich ulic nie był w stanie opanować gniewu, kiedy jego piękne auto wpadło w potworną dziurę, przez co uszkodził koło. Mężczyzna wyskoczył ze
swej limuzyny niczym z procy. Pobiegł w stronę robotników, którzy mimo weekendu naprawiali nawierzchnię ulicy. Zażądał od nich pieniędzy na naprawę samochodu. Panowie odmówili. Nawet przez
myśl nikomu nie przeszło, że jeden z nich za chwilę przypłaci to życiem.
Kierowca sięgnął bowiem po broń. I z zimną krwią zaczął strzelać do przerażonych robotników. Jednego z nich zabił, drugiego ranił. Milicja przyjechała po kilku minutach.
Sprawca przyznał się do winy. Czeka go proces. Jest raczej wątpliwe, że sąd potraktuje wzburzenie spodowane tym, że wpadł w dziurę na naprawianej ulicy, jako okoliczność
łagodzącą.