Zakończony 26 sierpnia szczyt G7 w Biarritz nie był udany dla Donalda Trumpa. Amerykański prezydent wyjeżdżał z niego z niczym. Poirytowany dodatkowo faktem zaproszenia na spotkanie przez Emmanuela Macrona szefa dyplomacji irańskiej Mohammada Dżawada Zarifa. Jeszcze wcześniej miał miejsce poważny incydent w relacjach Waszyngtonu z Kopenhagą. Po serii niefortunnych wypowiedzi 21 sierpnia prezydent USA poinformował na Twitterze, że odwołuje swoją wizytę w Danii, do której miało dojść po jego udziale w warszawskich uroczystościach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

– Dania jest dla mnie bardzo szczególnym krajem, zamieszkanym przez niesamowitych ludzi, ale bazując na wypowiedziach premier Mette Frederiksen, iż nie byłaby ona zainteresowana rozmowami na temat zakupu Grenlandii, przełożę nasze spotkanie zaplanowane na za dwa tygodnie na inny termin – napisał.

To właśnie wtedy pojawiły się pierwsze pytania o to, czy plan wizyty Trumpa w Polsce nie jest zagrożony. Dzień po wpisie amerykańskiego prezydenta na Twitterze Wirtualna Polska podała, że z programu odpadł punkt, który przewidywał pobyt Trumpa w bazie sił powietrznych w Powidzu. Informator WP przekonywał, że zdecydowały „trudności logistyczne związane z przetransportowaniem prezydenta do amerykańskiej bazy poza Warszawą”. Jak jednak przekonują nasi rozmówcy, prezydencki Air Force One spokojnie mógłby wylądować na poznańskim lotnisku Ławica, które od Powidza dzieli zaledwie 80 km, a większość odcinka przebiega autostradą A2. Przypomina, że w styczniu 2017 na Ławicy lądowała już tej samej klasy co Air Force One maszyna, Boeing 747 czarterowych linii lotniczych z USA – Atlas Air, którymi wożeni są żołnierze amerykańscy stacjonujący w Polsce. W stolicy Wielkopolski lądowały również amerykańskie duże transportowce Boeing C-17. Z kolei lotnisko wojskowe w Powidzu ma najdłuższy – liczący 3515 m – pas startowy na tego typu obiektach w kraju. Nawet o kilometr dłuższy niż ten na cywilnej Ławicy, co powoduje, że lądowanie rządowego Air Force One byłoby jeszcze prostsze. O ograniczeniach technicznych w lądowaniu maszyny nie mogło być zatem mowy.

Informatorzy DGP przekonują, że krótko po sporze z Danią wokół wizyty w Polsce pojawiły się znaki zapytania. Przygotowania szły jednak dalej pełną parą. Po wycięciu z programu punktu powidzkiego prezydent Andrzej Duda rozmawiał telefonicznie z Trumpem dwukrotnie. Po raz pierwszy w środę 28 sierpnia. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski mówi nam, że rozmowa dotyczyła planów wizyty amerykańskiej głowy państwa, a nie wiceprezydenta. – (Rozmowa dotyczyła – red.) tego, co naszym zdaniem miałoby być najbardziej istotnym przesłaniem tej wizyty. Czy sprawy obronne, energetyczne czy kwestie wiz – mówi DGP Krzysztof Szczerski. Zapewnia, że nie było żadnych sugestii ani tym bardziej komunikatu wprost, że do wizyty może nie dojść. Taka informacja pojawiła się podczas drugiej rozmowy telefonicznej. W piątek około 21.00. – Wówczas prezydent Trump uprzedził, że z powodu huraganu musi przełożyć wizytę i za godzinę poinformuje o tym na konferencji prasowej. Powiedział także, że dzwoni, gdyż zależy mu na dobrych osobistych relacjach z prezydentem Dudą – podkreśla Szczerski. Po tej rozmowie minister miał zadzwonić do ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher z pytaniem, czy już wie o odwołaniu wizyty. Jak przekonuje jeden z naszych rozmówców, szefowa placówki miała być zaskoczona. – „O mój Boże!”. Tak to mniej więcej skomentowała – opowiada.

Pałac prezydencki dopytywany o szczegóły odwołania wizyty zapewnia, że cały, opracowany kilka tygodni wcześniej – techniczny i protokolarny – plan ze strony amerykańskiej został wykonany. Pałac zapewnia także, że już po obniżeniu jej rangi ze strony amerykańskiej nie było ani jednej sugestii, że wynika to z jakiegokolwiek innego powodu niż podawany oficjalnie. Czyli z powodu zbliżającego się do USA huraganu Dorian. Nieco inną wersję przedstawił nam informator po stronie amerykańskiej. Jego zdaniem wątpliwości, czy w ogóle lecieć do Polski, pojawiły się tuż po Biarritz. – Huragan był oczywiście prawdziwym powodem. Ale odegrał rolę ostatniego argumentu za tym, by nie przylatywać – opowiada. Zapewnia równocześnie, że rzeczywiście – jak przekonuje strona Polska – nie ma w tym żadnego podtekstu politycznego. Nie jest tajemnicą, że 73-letni Trump nie lubi wizyt, które wymagają dalekich lotów. Tymczasem w Europie był zaledwie tydzień przed uroczystościami warszawskimi. Ostatecznie huragan Dorian po spustoszeniu Bahamów dotarł do wybrzeży USA 6 września. Czyli pięć dni po obchodach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. I już nie jako huragan piątej, lecz pierwszej kategorii.

Zapytaliśmy ambasadę USA, w którym dokładnie momencie dotarła do placówki informacja, że przyleci lub może przylecieć wiceprezydent Mike Pence, a nie Donald Trump? Do zamknięcia tego wydania DGP nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Odwołanie wizyty amerykańskiej głowy państwa w Polsce nie zamknęło zresztą serii wpadek wizerunkowych w budowaniu narracji wokół Fort Trump i wzmacnianiu obecności amerykańskiej w Polsce. W czwartek pojawiła się informacja, że prezydent USA zmniejsza liczbę pieniędzy przeznaczonych na infrastrukturę obronną w Polsce. Minister obrony USA Mark Esper ogłosił, że część środków z budżetu Pentagonu zostanie przeznaczona na budowę muru na granicy Stanów Zjednoczonych z Meksykiem, co jest jednym z priorytetów prezydentury. Wydatki na odstraszanie Rosji zostaną obcięte o 771 mln dol.

Pod nóż pójdzie około 40 projektów w Europie. Na cięciach najwięcej straci Estonia, gdzie miała powstać baza treningowa dla sił specjalnych, oraz Niemcy, Węgry i Słowacja, gdzie planowano rozbudowę infrastruktury lotniczej. Esper zasugerował, że plany da się dalej zrealizować, jeżeli pieniądze wyłożą zainteresowane kraje. „To jest komunikat, z którym wychodzę, odkąd objąłem urząd. Możemy umacniać współpracę, o ile podzielimy się kosztami” – powiedział dziennikarzom.

W Polsce i u sąsiadów cięcia będą dotyczyć programu Europejska Inicjatywa Odstraszania (European Deterrence Initiative, EDI), przekształconej niedawno z Europejskiej Inicjatywy Wzmocnienia (European Reassurance Initiative, ERI). Według danych Pentagonu, do jakich dotarło National Public Radio, chodzi o pięć zaplanowanych inwestycji. Dwie pierwsze dotyczyły rozbudowy miejsc postojowych dla sprzętu. Z jednej na budowę muru zabrano 34 mln dol., z drugiej 17 mln. 52 mln uszczknięto z projektu budowy składu amunicji. Budżet planowanej rozbudowy infrastruktury kolejowej oraz stworzenia centrali przeładunku obcięto o 6,4 mln dol. Z kolei 21 mln zabraknie na magazyn paliwa w bazie lotniczej w Powidzu. Wizyta Trumpa w Powidzu, a następnie ogłoszenie przez Pentagon ograniczeń w finansowaniu projektów w tym miejscu – to nie wyglądałoby najlepiej. I to mógł być jeden z powodów rezygnacji z tego punktu.