Ze scenariusza opracowanego przez ministerstwo obrony RFN wynika, że Niemcy mogliby wysłać do Syrii ok. 2,5 tys. żołnierzy, gdyby na północy tego kraju powstała strefa bezpieczeństwa. Niemcy przejęliby też odpowiedzialność za jeden z sektorów takiej ewentualnej strefy.

Cavusoglu wypowiadał się na wspólnej konferencji prasowej ze swoim niemieckim odpowiednikiem Heiko Maasem. Powiedział, że Turcja nie będzie tolerować żadnego łamania praw człowieka w północno-wschodniej Syrii i zbada wszelkie oskarżenia, mówiące o takich przypadkach.

Turcja w tym miesiącu wysłała do północno-wschodniej Syrii swoich żołnierzy do walki z kurdyjskimi milicjami ludowymi YPG. Walki na tym obszarze ustały po zawarciu rozejmu, który został wynegocjowany z udziałem USA po zawarciu porozumienia przez Ankarę i Moskwę o oczyszczeniu przez rosyjskie i syryjskie wojsko przygranicznego obszaru z bojowników YPG, których Turcja uważa za terrorystów.

Propozycję utworzenia pozostającej pod międzynarodową kontrolą strefy bezpieczeństwa w północnej Syrii przedstawiła w czwartek niemiecka minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer na spotkaniu szefów resortów obrony państw NATO w Brukseli. Wyjaśniała, że w celu deeskalacji sytuacji na tym obszarze Syrii w projekcie tym uczestniczyłyby także Turcja i Rosja.

Stany Zjednoczone pozytywnie oceniły niemiecką inicjatywę, ale nie wezmą w niej udziału, co oznacza, że ewentualna misja nie mogłaby działać pod szyldem NATO.

Jedności nie ma też w samej niemieckiej koalicji rządowej. Ideę Kramp-Karrenebauer, która jest jednocześnie przewodniczącą CDU, skrytykował m.in. szef dyplomacji RFN Heiko Maas z SPD.

Z sondażu opublikowanego w sobotę przez dziennik "Augsburger Allgemeine" wynika, że 49 proc. Niemców jest przeciwnych zaangażowaniu Niemiec w Syrii, a 40 proc. popiera ten pomysł.