To mają być ochroniarze? Karabinierzy z eskorty włoskiego ministra obrony poszli do restauracji na kolację. Gdy wyszli z lokalu, po pancernej rządowej limuzynie nie było śladu. Na szczęście w aucie nie było ani tajnych dokumentów, ani broni.
Cały kraj śmieje się z tych ochroniarzy. Złośliwi żartują, że całe szczęście, że w aucie nie było ministra, bo jego też mogliby zuchwali złodzieje ukraść. Karabinierzy zarzekają się, że to przypadek, który mógł zdarzyć się każdemu. Oni przecież tylko poszli się najeść. Nie przypuszczali, że ktoś może się skusić na pancerną limuzynę.
Dowództwo wywiadu, które zapewnia ochronę włoskiemu rządowi, próbowało cały skandal uciszyć, ale sprawę rozdmuchali dziennikarze "L'Espresso". Dlatego teraz nieudolni ochroniarze, którzy stracili auto, stracą pewnie i pracę, bo wściekli przełożeni zapowiadają surowe kary.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl