Na placu Mariackim w centrum Pragi, przed siedzibą władz miasta rozbito trzy namioty. Czeski Czerwony Krzyż zbiera tu wyprodukowane domowym sposobem maseczki, które mają chronić przed rozprzestrzenianiem się epidemii nowego koronawirusa. Mogą też zapisać się tutaj woluntariusze deklarujący pomoc starszym, chorym lub tym skazanym na kwarantannę. Bo zakupy lub codzienne wyprowadzanie psa mogą być w czasie epidemii problemem. Pomagają sąsiedzi, skauci, ale tej pomocy nigdy nie jest za wiele.

Reklama

Chociaż na plac przed praskim magistratem można przynieść maseczki, nie można ich stąd zabrać. Muszą być wysterylizowane, co dla Czerwonego Krzyża robią bezpłatnie praskie szpitale. Potrzebujący, zamiast maseczek dostają ulotki informujące, co zrobić, by taką pomoc otrzymać. Słychać też słowa, które brzmią brutalnie, a są kierowane do osób starszych: „Nie powinno was tu być. Weźcie ulotkę, wypełnijcie, zadzwońcie do nas i na Boga, nie wychodźcie z domów”.

Szycie maseczek, które stało się symbolem solidarności i twarzą Czechów w godzinie potrzeby, zaczęło się od prostych, często kopiowanych z chińskich lub irańskich stron internetowych przepisów, jak je zrobić domowym sumptem. Szczególną uwagę wzbudzały te, które nie wymagały użycia maszyny do szycia i które można wykonać z domowych materiałów.

Czescy internauci z uznaniem zauważyli, że rządzący szybko wykreślili z listy obowiązkowo zamkniętych sklepów pasmanterie i sklepy z tkaninami. Kto żyw, zaczął szyć maseczki. Szyją teatry i szwalnie, więźniowie i zakonnice, ale przede wszystkim zwykli obywatele. „Siedzę w domu bo mam małe dziecko, mogę uszyć. Dajcie materiały”. „Jestem stara i nie wychodzę nigdzie z domu. Mam starą maszynę. Będę szyć”.

Te stare maszyny do szycia wymusiły kolejną zmianę w przepisach. Z dnia na dzień pozwolono fachowcom na naprawę sprzętu. Na nowo utworzonej stronie internetowej, przedstawiającej mapę całych Czech, można wybrać jedną z dwóch opcji – potrzebuję, lub mam (szyję). Każdy odbierający jest informowany o konieczności wysterylizowania maseczek. „Uprać, wygotować i przeprasować” – to ogólnie stosowana instrukcja obsługi.

Czesi mają powiedzenie o „czeskich złotych rączkach”, które zostało wykorzystane w biznesie. Pojawiły się „maseczkomaty” - urządzenia sprzedające maseczki, na które przerobiono automaty z napojami, słodyczami, czy kanapkami. Opłata w wysokości około 4 euro za maseczkę, jeżeli wierzyć napisom na „maseczkomatach”, jest przeznaczana na zakup kolejnych materiałów tekstylnych i na cele charytatywne.

„Moja maseczka chroni ciebie, twoja chroni mnie” – takie jest przesłanie akcji w mediach społecznościowych, telewizjach komercyjnych i stacjach publicznych. Hasło powtarzają znani aktorzy i artyści. Chętnie fotografują się lub występują w maseczkach fabrycznych, jednorazowych i tych specjalnie uszytych. Te ostatnie często wychodzą spod ręki najwybitniejszych czeskich projektantów i plastyków. Maseczki okazały się trendy.

Maseczki znalazły swój użytek także w polityce. Premier Andrej Babisz skierował do światowych polityków internetowy apel o wprowadzenie wzorem Czech obowiązku zasłaniania ust i nosa. Na Twitterze wysłał wiadomość do prezydenta USA Donalda Trumpa.

Panie Prezydencie, proszę spróbować zmierzyć się z wirusem po czesku. Noszenie zwykłej maseczki z materiału zmniejsza rozprzestrzenianie się wirusa o 80 proc.! Czechy zobowiązały obywateli do noszenia maski w miejscach publicznych. Proszę przekazać to dalej. Niech Bóg błogosławi Amerykę! - napisał.

"Ćwierkanie" Babisza nie przyniosło reakcji ze strony potężnego sojusznika, ale odezwali się czescy politycy, którzy stwierdzili, ze Czechy nie są w sytuacji, w której mogą kogokolwiek pouczać. Niektórzy, jak lider opozycyjnych chrześcijańskich demokratów Marian Jureczka, zwrócili uwagę, że Babisz przed dwoma tygodniami twierdził, że maseczki są zbędne i nikogo nie ochronią, a na konferencjach prasowych, on i inni ministrowie występowali bez zasłoniętych ust.

Ostatnio media społecznościowe rozgrzała informacja podana przez „Tygodnik policji”, że funkcjonariusze interweniowali na plaży dla nudystów w pobliżu Pardubic. Zostali wezwani przez okolicznych mieszkańców, którym nie przeszkadzała golizna, ale brak maseczek. Zgodnie z zamieszczona relacją, nudyści po zwróceniu uwagi maseczki założyli.