To niesamowite widowisko, ale i śmiertelnie niebezpieczny żywioł. W Ekwadorze dał o sobie znać wulkan Tungurahua. Z krateru wylewa się gorąca lawa i wylatują kłęby trującego dymu. Na szczęście skończyło się na spektaklu natury - nikomu z mieszkańców okolicznych terenów nic się nie stało.
Ekwadorczycy, którzy mieszkają niedaleko wulkanu, przyzwyczaili się do jego "wyskoków". Dlatego ewakuacja półtora tysiąca osób, w tym wielu dzieci przebiegła bardzo sprawnie - wszyscy z maskami na twarzy spokojnie przenieśli się w dalsze rejony. I czekają, aż wulkan się uspokoi.
Ale z wielkiej góry Tungurahua wciąż wydobywa się dym i popiół. Słychać łoskot staczających się po ścianach wulkanu skał. A nocą ciemność rozświetlają fajerwerki z lawy. Wszystko to bardzo malownicze, ale pod warunkiem, że obserwowane z bezpiecznej odległości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|