Dziennik Gazeta Prawana logo

El Comandante - tyran z poczuciem humoru

13 października 2007, 16:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Uwielbiał cygara, dopóki nie zabronił mu ich lekarz, wzywał swoich rodaków do wkręcania słabszych żarówek i żartował ze swojego złamanego kolana. Ale pod tą twarzą dobrodusznego przywódcy kryje się krwawy tyran. Wiadomo, że na śmierć wysłał prawie 10 tys. osób. Ale prawdziwa liczba jego ofiar jest o wiele większa.

Nigdy nie zaprzeczał, że jest dyktatorem. "Czy to źle być dyktatorem? Widziałem, jak Stany Zjednoczone zaprzyjaźniały się z niektórymi dyktatorami" - żartował. Zarzuty o mordowanie opozycjonistów odpierał w typowy dla siebie sposób. Cynizmem. "Na Kubie przez ostatnie 45 lat nikt nikogo nie torturował, nie było szwadronów śmierci, nie było ani jednej egzekucji pozasądowej" - wpierał tysięcznym tłumom na wiecu w Hawanie.

Prawda jest jedna zupełnie inna. Do tej pory udało się potwierdzić tożsamość 9240 osób zabitych przez reżim Castro. To dane oficjalne. Nieoficjalnie mówi się nawet o 100 tys. ofiar. W więzieniach cały czas torturowani są opozycjoniści.

Castro nigdy się tym nie przejmował. "Historia mnie rozliczy" - powtarzał. W czasie rozwlekłych przemówień wolał rozwodzić się nad tym, jak źli są Amerykanie, jak fałszywa jest Unia Europejska i jakim rajem na tym tle jest Kuba. Do historii przeszły jego trwające po kilkanaście godzin mowy. Choć ostatnio, gdy zbliżył się do osiemdziesiątki, skrócił je do kilku godzin. Ale wciąż zagrzewa w nich naród do walki. A to o zbiory cukru, a to o oszczędność energii elektrycznej.

W tym ostatnim posunął się nawet do granic absurdu, gdy zakazał sprowadzania na Kubę żarówek o mocy powyżej 15 W i wydał nakaz używania energooszczędnych świetlówek. Nie bez przyczyny. Kuba boryka się z brakami prądu. Marksistowska polityka doprowadziła gospodarkę do ruiny.

Ale pomimo tego zawsze dopisywał mu dobry humor. Potrafił żartować ze swojego złamanego kolana, gdy po jednym z przemówień, schodząc po schodkach, runął jak długi i roztrzaskał sobie rzepkę. "Na szczęście jestem w jednym kawałku" - mówił chwilę po upadku. I choć wyglądał przy tym jak dobroduszny dziadek, nie wolno zapominać, że Castro cały czas jest twardym politykiem. Nic się nie zmienił od czasu, gdy w latach 50., rozpętał ze swoimi wiernymi rebeliantami wojnę domową na Kubie i obalił rząd Fulgencio Batisty. To ten sam Castro, który w latach 60. próbował szantażować USA wyrzutniami radzieckich rakiet i który o mało nie doprowadził wówczas do wybuchu III wojny światowej.

Przetrwał kilkaset zamachów na swoje życie i w niczym nigdy nie przypominał innych sędziwych dyktatorów, jak na przykład Augusto Pinochet, który na starość był zbyt słaby, by utrzymać władzę w Chile.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj