- zapewniał de Blasio.
Pocieszającą wiadomością było to, że liczba pacjentów na oddziałach intensywnej terapii w systemie miejskich szpitali spadła z 821 w poniedziałek do 796 we wtorek, podobnie jak ogólna liczba hospitalizacji, odpowiednio z 252 do 227.
Podczas konferencji prasowej burmistrz porównywał ostatnie dostępne dane z tymi z 31 marca, kiedy do szpitali przyjęto 850 pacjentów.
De Blasio wskazał również na wysiłki zmierzające do przeprowadzania większej ilości testów na obecność koronawirusa, ponieważ to testy oraz badanie kontaktów zakażonych będą kluczowe dla łagodzenia ograniczeń i wznawiania życia gospodarczego.
- podkreślił.
Uniwersytet Johnsa Hopkinsa podał, że do czwartku testy dały pozytywne wyniki u 147 tys. mieszkańców Nowego Jorku.
Według miejskiego komisarza ds. zdrowia dr Oxiris Barbot, w mieście zakażonych jest o wiele więcej ludzi niż mówią oficjalne statystyki. Wiązała ona to z niemożnością poddania testom wszystkich oraz ograniczenia ich do tych chorych, którzy już znaleźli się w szpitalach.
– oszacowała Barbot.
W odniesieniu do pojawiających się zapowiedzi o planach otwierania firm i odchodzenie od restrykcji w innych stanach de Blasio wyraził sceptycyzm.
– zauważył.
W opinii burmistrza przedwczesne zniesienie ograniczeń może "doprowadzić do pożaru", w którym wirus odrodzi się, a służba zdrowia nie będzie w stanie go powstrzymać, zanim rozprzestrzeni się po całym mieście.
Poinformował, że szkoły w Nowym Jorku będą musiały pozostać zamknięte do końca roku szkolnego, a miasto otworzy się ponownie tylko wtedy, gdy służby medyczne uznają, że jest to bezpieczne.