Merkel będzie kanclerzem Niemiec jeszcze tylko przez dziewięć miesięcy, a pełni tę funkcję od 2005 roku. Publicysta "Die Welt" Thomas Schmid pisze o szefowej rządu, że "jest to uosobiona codzienność".

Reklama

Styl Merkel radykalnie różni się od stylu jej poprzedników. "Gdyby ktoś, kto jej nie zna, spotkał szefową rządu w przestronnych korytarzach Kancelarii, mógłby łatwo wziąć ją za jednego z wielu urzędników. Władza, którą trzyma bardzo mocno w rękach, jest pozbawiona aury" - pisze komentator "Die Welt".

"Wielu obywateli ufa jej, ponieważ nie wydaje się groźna, ponieważ pozostawia ludzi w spokoju i nie absorbuje ich wyobraźni. Przewodzi, nie pokazując insygniów i narzędzi władzy" - kontynuuje Schmid.

Zwraca uwagę na nieodłączny rekwizyt Merkel. "Jej torebka z dwoma uchwytami przypomina koszyk na zakupy. Jest jak symbol wszystkiego, co proste, zawsze nosi ją przy sobie. Nie zwróciłaby na siebie uwagi na żadnym cotygodniowym targu. Kiedy pojawia się przed prasą po szczycie lub dyskusji kryzysowej, można być pewnym, że nie powie niczego, co mogłoby nas zmartwić, podekscytować, zadowolić lub naprawdę zdenerwować" - uważa publicysta.

A jednak żaden inny polityk nie jest tak rozpoznawalny na arenie międzynarodowej jak ona i nikt nie był w stanie jej zdenerwować na arenie międzynarodowej - ocenia Schmid.

Putin nie mógł jej zdenerwować swoim wielkim psem

Przypomina, że kanclerz Niemiec "miała do czynienia z najokrutniejszymi i najdziwniejszymi facetami. Niemal po macierzyńsku wezwała (byłego już dziś premiera Włoch) Silvio Berlusconiego do poprawy, gdy źle się zachowywał. Zastraszanie przez (prezydenta USA Donalda) Trumpa nie zrobiło na niej wrażenia. (Prezydent Rosji Władimir) Putin nie mógł jej zdenerwować swoim wielkim psem".

"Prawdopodobnie nie pozostanie po niej nic do zapamiętania za pokolenie lub dwa. Może ona sama też tego nie chciała. Dziś jednak nie można sobie nawet wyobrazić, co się stanie, kiedy jej nie będzie, kiedy nie będzie już chodziła ze swoja torebką przez niemiecki Bundestag" - pisze Schmid.

Przewiduje, że przez ostatnie miesiące na czele rządu kanclerz "będzie nadal robić to, co robiła przez ostatnie półtorej dekady", stosując taktykę: "Negocjuj, mediuj, miej otwarte wszystkie ścieżki tak długo, jak to możliwe".

Niektórzy są pewni, że ostatnie miesiące w Kancelarii nie będą dla Merkel dobre z powodu pandemii koronawirusa. Ten problem pokazał pewne ograniczenia, z którymi musi się liczyć wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Premierzy krajów związkowych "grali jej na nosie i wciąż na nowo pokazywali granice jej władzy" - pisze Schmidt. I zwraca uwagę, że ostatnio nawet jej przemówienia stały się dość nietypowe - "weszły niemal w sferę pasji".

"Jej kariera polityczna kończy się dramatyczną kwestią przetrwania (pandemii)" - ocenia.

Z drugiej strony "uwolniona od brzemienia kolejnej kadencji, może teraz działać swobodniej niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet po zakończeniu niemieckiej prezydencji w Radzie UE, która kończy się 31 grudnia, bez niej prawie nic nie będzie możliwe na scenach Unii Europejskiej" - konkluduje Schmid.

Wybory do Bundestagu odbędą się 26 września 2021 roku.