"Przybyłem na Downing Street dokładnie 10 lat temu. Mam wrażenie, że od tego czasu moi współlokatorzy zamierzali narobić bałaganu, ale mam nadzieję, że udało mi się zapewnić pewną stabilność. Czas zabrać się do pracy nad drugą dekadą!" - "napisał" Larry na swoim koncie na Twitterze, które obserwuje 440,3 tys. osób.

Reklama

W serii rocznicowych tweetów Larry zamieścił swoje zdjęcia ze wszystkimi wspomnianymi współlokatorami, czyli Davidem Cameronem, Theresą May i Borisem Johnsonem. "Kluczową rzeczą jest to, by pamiętać, że ja mieszkam tu na stałe, politycy po prostu mieszkają u mnie przez jakiś czas, dopóki nie zostaną zwolnieni. Wszyscy prędzej czy później dochodzą do wniosku, że to ja tu rządzę" - podkreślił Larry i zapewnił, że nie wybiera się na emeryturę. "Po 10 latach spędzonych pod numerem 10 jestem pytany, jakie są moje plany na przyszłość. Postawię sprawę jasno: ten kot nie wybiera się na emeryturę i już teraz planuję 20-lecie" - oświadczył.

Larry przypomniał na Twitterze zdjęcie sprzed 10 lat, gdy został wzięty ze schroniska na Battersea przez Camerona, a także najbardziej pamiętne sceny z 10 lat urzędowania, w tym wizyty z dwóch prezydentów USA, Baracka Obamy i Donalda Trumpa, m.in. gdy uniemożliwił temu drugiemu odjazd, bo usiadł pod jego limuzyną, zdjęcie robiących mu zdjęcia fotoreporterów czy groźne wzajemne pomiaukiwania na siebie wraz z Palmerstonem, byłym głównym myszołapem ministerstwa spraw zagranicznych, który w sierpniu ubiegłego roku przeszedł na emeryturę.

Wspomniał również, że cały dzień czeka - jak na razie bezskutecznie - na rocznicowy prezent od Borisa Johnsona.

Koty w brytyjskich budynkach rządowych, w tym później także w rezydencji premiera, były trzymane w celu wyłapywania myszy już od XVI wieku, ale dopiero od 1929 r. istnieją oficjalne zapisy w tej sprawie, upoważniające zarządcę rezydencji na Downing Street 10 do wydawania 1 pensa dziennie na utrzymanie kota. Larry jest natomiast pierwszym, który oficjalnie nosi tytuł Głównego Myszołapa w służbie Sekretariatu Gabinetu.