Demontaż, umieszczonego na 20-metrowym cokole, 6-metrowego posągu przedstawiającego generała Lee na koniu był transmitowany na żywo m.in. na koncie gubernatora Wirginii Ralpha Northama. Wokół pomnika zebrał się wiwatujący tłum, śpiewający "Goodbye", kiedy statua opuściła cokół.
- ogłosił polityk.
- dodała jego żona Pamela na Twitterze.
Demokrata rozkazał obalenie monumentu już w ubiegłym roku, na fali antyrasistowskich protestów po śmierci George'a Floyda, jednak wykonanie decyzji opóźniły protesty sądowe, zakończone 2 września postanowieniem stanowego Sądu Najwyższego. Przyszłe miejsce brązowej statuy nie jest jeszcze znane; Northam zapowiedział, że będzie się konsultował z mieszkańcami w tej sprawie.
Pomnik był dominującym elementem architektury Richmond, stolicy Wirginii i byłej stolicy Konfederacji. Stał w centrum głównej alei, Monument Avenue, która jeszcze do 2020 roku mieściła również pomniki czterech innych generałów Południa, obalonych w ramach protestów.
Konstrukcja z 1890 r. statuy generała Lee w Richmond jest już kolejnym zdemontowanym pomnikiem tego dowódcy w tym roku. W czerwcu usunięto także jego pomnik stojący w uniwersyteckim mieście Charlottesville w Wirginii. Same plany usunięcia tego pomnika były zarzewiem marszu skrajnej prawicy i zamieszek w 2017 r., w trakcie których zginęła jedna osoba.
Generał Lee, dowódca wojsk Południa podczas wojny secesyjnej, przez długi czas był uznawany przez główny nurt historyków za postać tragiczną; choć sprzeciwiał się rebelii Południa w obronie niewolnictwa, zdecydował się na walkę po jego stronie ze względu na dołączenie do Konfederacji Wirgini, rodzinnego stanu. W ostatnich dekadach narracja na temat postaci uległa zmianie, skupiając się w większym stopniu na zdradzie Lee wobec kraju, posiadania przez niego wielu niewolników oraz jego wkładu w najkrwawszą wojnę w historii USA.
Mimo to, imię Lee - oraz innych konfederackich dowódców - wciąż nosi wiele szkół i ulic w wielu stanach Południa.