Gueterres oświadczył, że trwają przygotowania dotyczące zakresu uprawnień misji, na którą zgodzić się muszą władze Ukrainy i Rosji i że o śledztwo zwróciły się oba te kraje.

Reklama

Ostrzał Ołeniwki

W nocy z 28 na 29 lipca w obozie w Ołeniwce doszło do wybuchu, za którym według armii ukraińskiej stały wojska rosyjskie. Moskwa usiłowała natomiast oskarżać o ten atak Kijów. W wyniku eksplozji zginęło co najmniej 40 ukraińskich żołnierzy, a 130 zostało rannych – informowała ukraińska prokuratura generalna.

31 lipca agencja Ukrinform, powołując się na zastępcę rzecznika sekretarza generalnego ONZ Farkhana Haqa, podała, że eksperci ONZ są gotowi pomóc zbadać wybuch w Ołeniwce.

Reklama

Na początku maja pojawiły się doniesienia, że w obozie w Ołeniwce, na terenie samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej, znajduje się około 3 tys. mieszkańców Mariupola i okolic, którzy nie przeszli rosyjskiej "filtracji" (szczegółowej kontroli pod kątem związków z armią i strukturami siłowymi Ukrainy) i zostali uznani za "nieprawomyślnych".

Po ataku na obóz były dowódca ukraińskiego pułku Azow Andrij Biłecki poinformował, że w obozie znajdowali się w tym czasie żołnierze Azowa, którzy wiosną bronili zakładów metalurgicznych Azowstal w Mariupolu. Biłecki powiadomił, że kilka dni przed wybuchem jeńcy zostali przeniesieni do osobnego budynku, który następnie został zniszczony. Podobne doniesienia przekazał doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak. Ukraiński wywiad wojskowy oskarżył o atak rosyjską firmę najemniczą nazywaną grupą Wagnera.