Księgozbiór Hitlera, który od dziesięcioleci zalegał na półkach amerykańskiej Biblioteki Kongresu i bibliotek uniwersyteckich. Pojedyncze egzemplarze znajdują się też w posiadaniu prywatnych kolekcjonerów - trudno się dziwić, skoro w Ameryce istnieje od lat czarny rynek hitlerianów. Książka Rybacka to podróż do jądra ciemności, jakim była głowa nazistowskiego mordercy - jak się okazuje, podróż dziwaczna, przerażająca i groteskowa. O wydanej właśnie książce "Prywatna biblioteka Hitlera. Książki, które ukształtowały jego życie" pisze dziś entuzjastycznie prasa w Ameryce, Wielkiej Brytanii i Francji. Ostatnio "The New York Times Book Review", "The Guardian" i "Le Monde".
W czasie prezydencji Billa Clintona pisałem dla "New Yorkera" artykuł o krewnych Hitlera i trafiłem na odtajnione dokumenty, zgodnie z którymi prezydent
Harry S. Truman otrzymał po wojnie spinki do mankietów kanclerza III Rzeszy wraz z innymi osobistymi przedmiotami. Ponieważ znałem kogoś, kto pełnił wysoką funkcję w Białym Domu, zapytałem
go o to. Powiedział, że spinek tam nie ma, ale radził, bym zajrzał do Kongresu, gdzie znalazłem 1200 książek z biblioteki Hitlera, które zostały odnalezione w 1945 r. w kopalni soli koło
jego letniego domu w Berghof. Kolejnych 80 tomów pochodzących z bunkra w Berlinie znajduje się w bibliotece Brown University. W sumie mamy około 1400 książek, czyli jedną dziesiątą
oryginalnej kolekcji. Zaskoczyło mnie, że większość z nich nie była jeszcze skatalogowana i przejrzana. Tym bardziej, że książki mogą dużo powiedzieć o życiu prywatnym osoby, która je
czyta.
Uważano kolekcję za mało zajmującą, bo składają się na nią głównie prezenty od wielbicieli, Hitler nigdy nawet do nich nie zajrzał. Ale ja pomyślałem inaczej: wśród tych książek
jest 200, do których miał osobisty stosunek, a 30 czy 40 stanowiło dla niego jakąś inspirację. Rozmawiałem z wieloma współpracownikami Hitlera, w tym z jego sekretarką Traudl Junge, która
jadła ostatni lunch z Hitlerem przed jego samobójstwem, to na jej wspomnieniach oparty jest film "Upadek". Junge potwierdziła, że jej szef miał ogromny apetyt na lekturę,
twierdził, że czyta jedną książkę każdej nocy.
Hitler, który zakończył formalną edukację w wieku 15 lat, nie miał żadnej dyscypliny intelektualnej. Czytał poważne teksty filozoficzne czy historyczne, ale też literaturę bulwarową czy
rzeczy w rodzaju "Przepowiedni Nostradamusa", które nabył na początku lat 20., po przejęciu władzy zawiózł do Berlina i w końcu zabrał do bunkra. Znalazłem także
architektoniczny przewodnik po Berlinie Maksa Osborna, jednego z najsłynniejszych niemieckich krytyków sztuki i architektury początku XX wieku. To zaskakujące, bo autor był Żydem i jego
książki zostały spalone po 1933 r. W jednym z pierwszych rozdziałów "Mein Kampf" Hitler poświęca spory fragment technikom czytania. Mówi: zbyt dużo wiedzy może mieszać w
głowie, w książkach należy szukać informacji, które potwierdzą nasze założenia.
Mówi się, że był pod wpływem "Świata jako woli i przedstawienia" Schopenhauera, pism Nietzschego i Fichtego. To triada pisarzy, którzy jakoby zainspirowali nazizm. Ale prawda
jest taka, że Hitler wziął jedynie drobne, wyrwane z kontekstu fragmenty z dzieł tych filozofów i czytał je z takim samym zacięciem jak prymitywnych nazistowskich propagandzistów. Choć w
jego bibliotece nie znalazłem dwutomowego wydania przekładów słynnych pamfletów Henry’ego Forda "Międzynarodowy Żyd", wiadomo, że Hitler zaczytywał się tą
książką.
Wymienił gdzieś "Don Kichota", "Robinsona Crusoe", "Chatę wuja Toma" i "Podróże Guliwera", ale nie czytał ich jako
wielkiej literatury, lecz jako wytwory nowoczesności. Za najciekawsze znalezisko uważam wspaniale oprawione 10-tomowe wydanie dzieł zebranych Shakespeare’a. W przemówieniach Hitler
często czynił aluzje do dramatów Anglika, powiedział nawet, że uważa go za większego od Goethego i Schillera, ponieważ miał wizję imperium. Szczególnie cenił "Kupca
weneckiego" za antysemityzm.
Karol May. W czasie wojny nawet rekomendował go swoim generałom, mówiąc, że znajdą tam doskonałe przykłady strategii wojennych. Hitler wiedzę o taktyce czerpał nie z Clausewitza i von
Schlieffena, ale z książek o Indianach. Karol May i Nostradamus - dobre jak na wodza państwa! Zresztą przypuszczam, że i tak nie zrozumiałby takich dzieł, jak "Don Kichote",
bo wyczucie ironii wymaga pewnego dystansu, a Hitlerowi go brakowało. Miał za to ogromne kompleksy na tle własnego wykształcenia. W 1921 r. prawie stracił władzę w ruchu nazistowskim na rzecz
niejakiego Ottona Dickela, który był tak samo dobrym mówcą, lecz dodatkowo profesorem filozofii. Wysoko postawieni ludzie w kręgach nazistowskich mówili, że Hitler nie ma wystarczającego
potencjału intelektualnego jak na szefa partii.
Tak, ale też nieudanym pisarzem! Natrafiłem na oryginalne strony rękopisu "Mein Kampf", które znajdują się dzisiaj w rękach prywatnego kolekcjonera w Ameryce. Widać w nich,
jak ten człowiek, który podczas przemówień wypluwał słowa z szybkością karabinu maszynowego, mozolnie pracował nad językiem, jak przerabiał pierwsze zdania. Ale w wieku 35 lat nie
opanował jeszcze podstawowej ortografii i gramatyki, maszynopis roi się od kompromitujących błędów. Wiadomo, że niezadowolony z powodu negatywnych recenzji "Mein Kampf"
marzył o stworzeniu prawdziwego bestsellera. Miały nim być wspomnienia z I wojny światowej, zaczął nawet sporządzać notatki. Jedną z osób, które miały duży wpływ na Hitlera, był
nazistowski dziennikarz, poeta i dramaturg Dietrich Eckart, który dał mu egzemplarz "Peera Gynta" Ibsena. Przywódca faszystowskich Niemiec przez lata w dokumentach określał
się mianem "malarza". Kiedy poznał Eckarta, przemianował się na "pisarza".
Nie, był za to Ernst Juenger. Jego "Ogień i krew", zresztą z serdeczną dedykacją od pisarza z 1926 r., czytał, pracując nad wspomnieniami z I wojny światowej. Są też dwa
tomy Heinricha von Kleista oraz tom wierszy Goethego ofiarowany mu przez córkę Ryszarda Wagnera, również z miłą dedykacją: "Dla mojego Fuehrera, na długie godziny
samotności". Raczej do niego nie zajrzał.
To była wówczas najpopularniejsza sztuka w Niemczech. Hitler wspominał, że jego pierwszym doświadczeniem teatralnym w Berlinie było pójście na "Peera Gynta" właśnie w
reżyserii Dietricha Eckarta.
Hitler miał obsesję na punkcie roli niezwykłej jednostki, a to główny temat "Peera Gynta". W książkach z jego biblioteki znalazłem wiele podkreśleń dotyczących tego
zagadnienia. On stylizował się na Fryderyka Wielkiego, może dlatego jego ulubioną książką była biografia wodza Prus napisana przez Thomasa Carlyle’a. Czytał ją nawet w swoim
bunkrze tuż przed popełnieniem samobójstwa. Angielski dziennikarz opisuje w niej coś, co nazywa "cudem brandenburskim": kiedy Fryderyk w wojnie z Rosją znalazł się na skraju
porażki, jego wielki wróg caryca Elżbieta nagle zmarła i władzę przejął Piotr III Romanow, znany germanofil. To Fryderyka uratowało. Hitler wiosną 1945 r. czekał w swoim bunkrze na drugi
cud brandenburski i kiedy umarł Roosevelt, przez chwilę myślał, że on właśnie nastąpił. Oczywiście szybko okazało się, że nic z tego.
Ale nie gardził mistycyzmem i okultyzmem. Chętnie kolekcjonował tomy ze zdjęciami duchów pojawiających się w pokojach. Fotografie pochodzą z lat 20. i 30., co świadczy o trwałości tych
zainteresowań. Junge potwierdziła, że Hitler lubił prywatnie zajmować się "głębszymi siłami", które rządzą światem, a w przemówieniach nie raz mówił o boskiej
opatrzności. On karmił swoją niedouczoną, zżeraną ambicjami głowę literaturą tendencyjną i bulwarową, łatwo dostępną. Traktował ją z właściwym sobie brakiem dystansu i z niej
budował swój absurdalny światopogląd.