Gdy skończyliśmy pracę, kolega mieszkający w kawalerce na piętrze poszedł na górę i zauważył pandemonium. Wszystko zostało wywrócone do góry nogami, a włamywacze uciekli z naszymi dwoma sejfami – powiedział menadżer Sam Wils. - W sejfach znajdował się tygodniowy zarobek, około 4000 euro - dodał.
Ślady stóp na panelach
Kierownik uważa, że włamywacze uciekli przez dach. - Na parkingu wyraźnie widać ślad po zrzuceniu sejfu z dachu. Na panelach słonecznych są ślady stóp - powiedział Wils cytowany przez VRT.
Oprócz 75 gości w momencie napadu w lokalu znajdował się także cały zespół pracowników restauracji. - Było tłoczno. Jest świetna atmosfera. Nikt nie spodziewał się, że złodzieje wejdą na górę – wspominał menedżer.
Na miejsce przybyła policja, ale nie natrafiono na żaden ślad rabusiów.
Dziennikarz. W mediach od ćwierć wieku, pamiętający czasy, gdy papierowe gazety były jeszcze czarno-białe. Dziś zachwycony możliwościami, które daje internet. Uważa, że media powinny być jednocześnie i wolne, i szybkie. Oprócz polityki interesują go tematy społeczne i naukowe. Miłośnik gry słów i półsłówek - także w tytułach. W dzienniku.pl od kwietnia 2020 roku. Prywatnie dumny właściciel niebieskiego busika i przyjaciel psa Kluska.