Dziennik Gazeta Prawana logo

11-letni chłopiec zginął w pożarze. Jego matka walczy o życie

16 stycznia 2026, 19:36
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
akcja gaszenia pożaru domu jednorodzinnego
W Myjomicach koło Kępna w pożarze zginął jedenastoletni chłopiec/PAP
Tragiczny finał pożaru domu jednorodzinnego w Myjomicach (woj. wielkopolskie). Nie udało się uratować niepełnosprawnego 11-letniego chłopca. Strażacy uratowali jego matkę, która wróciła do budynku, aby ratować syna. Kobieta w ciężkim stanie przebywa w szpitalu.

Tuż przed godz. 15.00 w piątek policja i straż pożarna w Kępnie zostały zawiadomione, że z domu jednorodzinnego w Myjomicach przy ul. Jeżynowej wydobywają się kłęby dymu. Po przyjeździe na miejsce ustalono, że bezoogniowy pożar zaczął się na poddaszu. "Wszystkie znajdujące się tam rzeczy użytkowe zaczęły żarzyć się bez płomienia, wydzielając trujące gazy" - powiedział PAP rzecznik prasowy kępińskiej straży pożarnej st. kpt. Paweł Michalski.

Kobieta i jej 11-letni syn stracili przytomność

W tym czasie w domu było pięć osób: rodzice z trojgiem dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. Mężczyzna wyniósł z domu najmłodsze dzieci, ale kobieta i 11-letni chłopiec stracili przytomność. Z pomocą przyszli strażacy, którzy ich wynieśli. "Okazało się, że chłopiec nie żyje. Po trwającej kilkadziesiąt minut reanimacji 38-letnią matkę przewieziono do kępińskiego szpitala" - powiedział.

Rodzice ratowali dzieci

"Jeszcze przed przybyciem strażaków, rodzice ewakuowali z budynku dwoje dzieci (roczne i czteroletnie). Kobieta podjęła próbę uratowania kolejnego, niepełnosprawnego dziecka, znajdującego się na poddaszu. W tym czasie pożar gwałtownie się rozwinął" - powiedział Polsat News mł. asp. Martin Halasz.

Trwa ustalanie przyczyn pożaru

"Na miejscu zdarzenia pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Kępnie" - powiedziała rzeczniczka prasowa mł. asp. Anita Wylęga. Dodała, że okoliczności zdarzenia na razie nie są znane. W domu nie było zamontowanych czujek dymu. Jak powiedzieli strażacy: "pożar rozwijał się niezauważony. Wystarczy parę wdechów gazów pożarowych, które mają silne działanie trujące, żeby stracić przytomność".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj