"Od dawna podkreślam, że powinniśmy pokazywać Rosji, że nie będziemy bierni i gdy tylko nas zaatakuje, to uderzymy wszystkimi możliwymi środkami, jakie posiadamy, aby też odczuła wojnę. Przeniesiemy działania na jej terytorium" - stwierdził generał broni Jarosław Gromadziński w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Wojskowy podkreślił jednak, że Polska nie ma takich możliwości. Posiada co prawda pociski mające zasięg nawet do tysiąca kilometrów, jednak nie ma odpowiednich systemów, pozwalających na trafienia w cele w Rosji.

Niezbędne wsparcie sojuszników w razie ataku Rosji na Polskę

"Jeżeli chcemy precyzyjnie uderzyć, musimy mieć dokładne namiary na określone cele. Musimy zbudować system rozpoznania, dowodzenia, odpowiedniego poziomu analizy i komunikacji - to musi być spójny system, a przecież satelity dopiero kupiliśmy, one zaczynają działać. Moim zdaniem dzisiaj nie możemy precyzyjnie uderzyć bez wsparcia sojuszniczego" - stwierdził generał w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Reklama

"Musimy zniszczyć rosyjski potencjał militarny"

Generał Jarosław Gromadziński wskazał, że w razie rosyjskiego ataku na Polskę powinniśmy starać się w ramach uderzeń odwetowych zniszczyć rosyjski potencjał militarny i gospodarczy "tak, aby dla tamtej strony wojna stała się nieopłacalną".

"Uderzyć w rezerwy wojskowe Rosji"

"Musimy uderzyć we wszystkie rezerwy wojskowe, węzły zaopatrzenia, infrastrukturę logistyczną. Słowem, w obiekty, które mają wpływ na prowadzenie działań wojennych. Wojsko potrzebuje zaopatrzenia, wsparcia, musi podejść z głębi operacyjnej, zatem naszym celem nie jest wojna z Rosją, ale z jej potencjałem wojskowym już na jej terytorium" - stwierdził.

"Rosja musi stanąć przed dylematem, że nie jest w stanie się obronić"

Jednocześnie generał zaznaczył, że "należy przedstawiać Rosji scenariusz, że w przypadku ataku na któreś z państw sojusz będzie oddziaływać nie tylko z kierunku państwa, które zostanie zaatakowane, ale na całe terytorium Rosji z różnych kierunków na całej długości granicy". "Rosja musi być świadoma, że atak na jednego z sojuszników spowoduje oddziaływanie całego sojuszu (NATO - red.) w dowolnym miejscu. Musi stanąć przed dylematem strategicznym, że nie jest w stanie się obronić" - przekazał.