Oględzin miejsca tragedii dokonali Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie oraz Regionalny Konserwator Przyrody. Z ich ustaleń wynika, że do zdarzenia doszło około 1,5 km w głąb lasu i blisko 2,5 km od najbliższych zabudowań. Atak nastąpił na rzadko uczęszczanym, górzystym terenie, gdzie gęsty las przechodzi w młode nasadzenia, a obszar ten stanowi naturalną ostoję niedźwiedzi.
Wietrzne warunki
"W dniu zdarzenia panowały wietrzne warunki, co mogło osłabić zmysły węchu i słuchu u niedźwiedzia. Sprzyja to powstaniu sytuacji zaskoczenia zwierzęcia bliską obecnością człowieka" – poinformował w najnowszym komunikacie RDOŚ.
Wcześniej w rozmowie z PAP, rzecznik rzeszowskiej Dyrekcji Łukasz Lis powiedział, że bezpośrednie konfrontacje z ludźmi należą do rzadkości i zdarzają się średnio raz w roku. Najczęściej takie spotkania kończą się ranami od ugryzień i siniakami. Niestety w tym przypadku doszło do tragedii – dodał rzecznik.
Sprawę wyjaśnia prokuratura
RDOŚ przekazał również, że gmina Bukowsko nie występowała dotychczas o zezwolenie na płoszenie niedźwiedzi ani na ich odstrzał. O ustaleniach z wizji lokalnej został poinformowany Główny Konserwator Przyrody oraz Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska podczas narady w Rzeszowie.
W analizie tragicznego wypadku uczestniczyli także przedstawiciele resortu klimatu oraz eksperci od dużych drapieżników z parków narodowych: Tatrzańskiego i Magurskiego. Okoliczności śmierci 58-letniej mieszkanki powiatu sanockiego wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Sanoku.
Czwartkowa tragedia na nowo otworzyła debatę o skali populacji niedźwiedzi na Podkarpaciu. Leśnicy szacują ją na około 300 osobników, ale naukowcy wskazują na brak aktualnych badań genetycznych i sugerują, że dane te mogą być zawyżone. Odpowiedzią na rosnące ryzyko konfliktów jest uruchomiony w marcu br. , na który przeznaczono ponad 16 mln zł.