", ktore obsługują właściwie 90 parę procent całego rynku muzycznego" - mówi . "Geniusz, który tworzy coś poza tymi korporacjami, właściwie nie bardzo ma szanse zaistnienia - i to jest show-biznes! Zostaje Internet, ale tam " - dodaje muzyk.
"Ja nie chcę życia niewolnika" - przekonuje artysta w rozmowie z "Przekrojem". "Piosenka musi mieć tyle a tyle decybeli, stacje radiowe ją dewastują, bo używają swoich kompresorów dźwięku, a niszczą to, co ja zapisałem, bo nagrałem cicho, a u nich jest głośno" - wylicza Zbigniew Hołdys. "Jeszcze mi mówią, że " - podkreśla i przestrzega:
"Zaczynamy żyć pod dyktatem, w którym wysokość wystawy sklepowej mówi ci, jaka ma być długość spodni. " - pyta artysta.
Zbigniew Hołdys przyznaje, że nie robi nic na pokaz. Nawet jego staranna stylizacja, nieodłączny kapelusz i farbowana broda, to nie dowód na chęć zaistnienia w show-biznesie. "Robię z tą mordą, co chcę: , bawię się i nie wychodzę wtedy z domu" - opowiada "Przekrojowi". "Ja tak chodzę po mieszkaniu, , bo nie mogą się zorientować, czy to jestem ja" - dodaje.
Przypomina też, że kiedyś bronił muzyków disco polo. Dlaczego? "Jeżeli komuś disco polo jest potrzebne, , to ten grajek jest bezcenny" - przekonuje.
"Uwielbiam muzykę, uwielbiam sztukę w ogóle" - mówi . "Ale nienawidzę show-biznesu" - podkreśla. " i włożony do stalowego tankowca, zaspawany i zatopiony" - dodaje.