Narodowe Centrum Krwi domaga się wprowadzenia zakazu, bo według jego urzędników zminimalizuje to ryzyko zakażenia podczas transfuzji groźnymi chorobami, jak HIV, żółtaczka czy kiła. Zdaniem lekarzy, homoseksualiści mnożąc kolejne żądania, zapominają o bezpieczeństwie chorych, którym krew może być przetoczona.
Zwolennicy zakazu tłumaczą, że nie chodzi o żadne uprzedzenia. "Bezpośrednio po zakażeniu wirus może nie zostać wykryty, w przypadku HIV może to trwać nawet pół roku. W tym czasie zakażona krew może być przetoczona pacjentowi" - tłumaczy DZIENNIKOWI dr Joanna Wojewoda ze stołecznej stacji krwiodawstwa.
Geje zapowiadają, że oddając krew będą kłamać na temat swojej orientacji. "Mogę nakryć na kłamstwie nastolatka, ale dorosłego mężczyznę po kursach asertywności nie mam szans" - przyznaje dr Wojewoda. Apeluje, aby osoby, które oszukały stację, jednak wrzuciły do skrzynki anonimową kartkę lub zadzwoniły, że jednak nie powinny oddawać krwi. "Krew zostanie zniszczona bez żadnych konsekwencji dla krwiodawcy" - dodaje.
Stacje krwiodawstwa alarmują, że już w tej chwili borykają się z problemem prawdomówności dawców. Ludzie kłamią, bo zależy im na zaświadczeniu o oddaniu krwi, aby bliska osoba mogła być operowana albo dostać dzień zwolnienia.
Jolanta Szczypińska: Od geja nie chcę
Byłam kiedyś w sytuacji, gdy przetoczona krew uratowała mi życie, ale wtedy nikt mnie nie poinformował, od kogo ona pochodzi. Ale oczywiście gdybym miała wybór,
to bym wolała krew od osoby heteroseksualnej.
Rozumiem, że te osoby mają dobre intencje, ale to środowisko powinno zrozumieć, że jest spora grupa ludzi, którzy ich krwi wcale nie chcą. I nie ma się temu co dziwić, ani nie można nikogo
do tego zmusić. Dopóki homoseksualiści są grupą podwyższonego ryzyka, nie powinni oddawać krwi.
Nie. Jeśli jest jakiekolwiek niebezpieczeństwo zakażenia, to trzeba zrobić wszystko, by go uniknąć. Nie ma to nic wspólnego z ideologią. Poza tym kto będzie odpowiadał, jeśli okaże się,
że krew przetoczona w imię tolerancji i równości będzie zakażona? Nie ten, kto oddał krew, ale ten, kto przetoczył.
Oni doskonale zdają sobie sprawę, że są grupą podwyższonego ryzyka. Mówią o tym dane naukowe Światowej Organizacji Zdrowia. Widzę zresztą, że roszczenia tej grupy postępują. Domagają
się legalizacji związków homoseksualnych, za moment będą chcieli adopcji dzieci. Ja się na to wszystko nie zgadzam. Szczególnie w kwestii ludzkiego zdrowia i życia.
Jolanta Szczypińska, posłanka PiS
Robert Biedroń: Jeśli w ankiecie pojawi się pytanie o orientację seksualną, skłamię
Skłamię.
Stawiając na szali przestrzeganie złego prawa i możliwość uratowania komuś życia, skłamałbym. Taki przepis nie ma żadnego uzasadnienia. Od wielu lat oddaję krew. Wiem, że zawsze jest ona
badana.
Takie ryzyko występuje niezależnie od tego, czy krew oddaje osoba hetero- czy homoseksualna.
Powszechną opinią jest również to, że geje to zboczeńcy i pedofile. Do niedawna powszechną opinią było też to, że kobiety nie powinny mieć praw wyborczych, bo są głupsze od mężczyzn.
A wcześniej, że słońce krąży wokół ziemi. Od tego mamy rozum, żeby głupie stereotypy weryfikować. Dziwię się, że po trzech latach od zniesienia złych przepisów znowu ktoś chce
wracać do dyskryminacyjnych praktyk. Nie ma wiarygodnych badań, które pokazywałyby, że związki gejowskie są mniej czy bardziej trwałe. Ja z moim partnerem żyjemy w trwałym związku od
sześciu lat. Nie widzę powodu, dla którego nie moglibyśmy oddać krwi, a mogłaby to zrobić para heteroseksualna. Czym się od nich różnimy? Tylko orientacją seksualną.
Owszem. W 80 krajach za sam fakt bycia gejem grozi kara więzienia. W kilkunastu - kara śmierci. Czy Polska chce pójść tym śladem? Wydawało mi się, że jako członkowie Unii będziemy
odchodzić od praktyk dyskryminacyjnych.
Robert Biedroń, szef Kampanii Przeciw Homofobii