Dziennik Gazeta Prawana logo

Schwytali zabójców polskich żołnierzy

20 sierpnia 2008, 21:31
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W Afganistanie zatrzymano trzech mężczyzn podejrzanych o wczorajszy zamach na polskich żołnierzy, w którym zginęło trzech wojskowych. Minister obrony Bogdan Klich ujawnił, że jeden z zatrzymanych najprawdopodobniej odpalił ładunek. Bombę ukryto w przepuście pod drogą, którą patrolowali Polacy. Ładunek odpalono za pośrednictwem kabla dociągniętego tam z pobliskiej miejscowości.

W kolumnie jechało kilka pojazdów, hummery i rosomaki. Polacy nigdy nie poruszają się po Afganistanie pojedynczymi samochodami. Niedaleko od naziemnego patrolu w powietrzu były też polskie śmigłowce. Mina, która wybuchła, to prawdopodobnie świeżo podłożony, zdalnie odpalany ładunek. Tą bronią często posługują się Afgańczycy atakujący oddziały koalicji antyterrorystycznej.

Do zamachu doszło około godziny 13.30 polskiego czasu. Polski hummer najechał na minę niedaleko miejscowości Shawal, niecałe 20 kilometrów od bazy Ghazni. Na miejscu zginęli trzej żołnierze w wieku od 27 do 28 lat.

Ofiary to: starszy kapral Waldemar Sujdak, 28 lat, starszy szeregowy Paweł Szwed, 27 lat, i starszy szeregowy Paweł Brodzikowski, 25 lat.

Czwarty żołnierz jest ciężko ranny. Na szczęście bardzo szybko obok zaatakowanego konwoju wylądował polski śmigłowiec, który zabrał rannego do bazy w Bagram.

Dziś żołnierze zostali pośmiertnie awansowani na wyższe stopnie wojskowe plutonowego i kaprala.

"Amerykańscy lekarze, którzy operowali naszego żołnierza, mówią, że jego stan jest ciężki, ale na szczęście stabilny. On leży teraz w szpitalu, w którym wykonuje się operacje ratujące życie. Gdy tylko jego stan polepszy i pozwoli na transport, zabierzemy go najpierw do Rammstein (baza NATO w Niemczech), a potem do Polski" - powiedział dziennikowi.pl rzecznik polskich sił w Afganistanie major Jacek Popławski.

Polskie konwoje są wyposażone w sprzęt zagłuszający sygnał z telefonów komórkowych. Tak więc odpalenie miny przez telefon jest niemożliwe. Ładunek mógł być jednak odpalony przez kabel. Zrobił to więc obserwator ukryty obok drogi, którą jechali Polacy.

W sumie w Afganistanie zginęło sześciu polskich żołnierzy. Pierwszy - w sierpniu 2007 roku, gdy patrol ostrzelano prawdopodobnie z granatnika. W lutym 2008 roku w ataku na polski konwój zginęło dwóch kolejnych, także ich samochód wjechał na minę.

"To fatalna wiadomość. Myślimy przede wszystkim o rodzinach i kolegach żołnierzy" - tak w TVN24 skomentował informację o ataku minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Dodał jednak, że właśnie takie wydarzenia, jak zamachy czy śmierć polskich żołnierzy, sprawiają, że nasza obecność w Afganistanie jest ciągle potrzebna.

W Afganistanie służy 1200 żołnierzy Wojska Polskiego. Docelowo ma być ich jeszcze o 400 więcej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj