Dziennik Gazeta Prawana logo

"To korporacja zniszczyła mój związek"

13 października 2008, 00:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kilka lat temu moja narzeczona dostała pracę w korporacji. I to był początek końca naszego związku. Kiedy zaczęła tam pracować, byliśmy ze sobą już pięć lat, a Matylda nosiła na palcu pierścionek zaręczynowy. Ale firma stała się ważniejsza niż to, co nas łączyło.

Wraz z nową pracą zmieniły się nie tylko wymagania Matyldy wobec mnie, ale i ona sama. Obserwowałem, jak zaczyna inaczej patrzeć na świat, jak ewoluuje jej podejście do obowiązków. W firmie przesiadywała długie godziny. Z czasem praca stała się jedynym celem jej życia. Pracodawcy wysyłali ją na wyjazdy, szkolenia, dawali prezenty o ogromnej wartości. Kiedyś dostała torebkę za 7 tys zł. Po niedługim czasie dwukrotnie podnieśli jej pensję. Otrzymywane kolejne marchewki w postaci prezentów i szkoleń traktowała na zasadzie: skoro oni są dla mnie dobrzy, to ja też muszę się dla nich poświęcić i pracować do 23. Dla kariery była w stanie poświęcić wszystko. Nawet gdy czasem była wykończona i narzekała, że ma już dość, to kiedy zadzwonił szef, natychmiast wracała i znowu pracowała ponad siły.

Miałem świadomość, że pracodawcy nią manipulują, i to tak sprytnie, że nie była w stanie tego sama zaobserwować. Wiedzieli, na co można ją złapać, czym przekupić tą cholerną potrzebą wzajemności, łechtaniem ambicji. Próbowałem z nią rozmawiać, ale reagowała agresywnie. Mówiła: takie są wymagania, inni też tak pracują, to normalne, tak trzeba. Moja osoba zaczęła jej przeszkadzać. Bo nie robiłem kariery, bo żądałem, żeby wracała wcześniej, bo chciałem, żebyśmy pojechali razem na wakacje. Jednym słowem ograniczałem ją. Coraz częściej dochodziło między nami do nieporozumień. Wreszcie dostała propozycję półrocznego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych i powstał problem co z nami. Zaczęły się teksty typu: skoro mam wyjechać na tak długo, nie ma sensu, żebyśmy byli razem. Zniechęcała mnie, bym z nią jechał i ratował nasz związek.

Punktem przełomowym naszej historii stał się moment, kiedy myśleliśmy, że Matylda jest w ciąży. Przez dwa tygodnie byliśmy przekonani, że będziemy mieli dziecko. Dla niej był to koniec świata. Rozpaczała i krzyczała, że dziecko zniszczy to, na co tak ciężko pracowała. Kiedy okazało się, że to był fałszywy alarm, stwierdziła, że nie może tak dalej ryzykować. I się skończyło.

Myślę, że gdyby nie trafiła do tej firmy, nasze relacje ułożyłyby się zupełnie inaczej. Powiem nawet ostrzej jestem pewien, że to korporacja zniszczyła nasz związek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj