Nowoczesna budka telefoniczna na pierwszy rzut oka może się podobać. Zachwyt z pewnością minie, gdy nieopatrznie uderzymy o przezroczyste skrzydło z hartowanego szkła o ostrych, niczym niezabezpieczonych krawędziach.
Przeprowadziliśmy eksperyment. Okazało się, że niewidomy mężczyzna ma niewielką szansę ominięcia przeszkody.
"Gdy idę chodnikiem, to trzymam się krawężnika, aby nie zboczyć z trasy. Przeszkody wyczuwam laską. Gdy budka stoi na płaskiej podstawce, mam bardzo małą szansę, aby uniknąć zderzenia ze szklaną szybą" - mówi Duń. W ocenie mężczyzny taka konstrukcja to przejaw ignorancji wykonawcy.
Podobnego zdania jest Justyna Stańczyk ze Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji. " Ktoś zajął się tylko walorami estetycznymi, ale zupełnie zapomniał o użytkowych. To trzeba koniecznie nagłośnić" - apeluje Stańczyk.
Co może się stać, gdy ktoś zderzy się z impetem z taką szybą? - mówi Duń. Rzeczywiście, maluch nie zobaczy umieszczonego wysoko na szybie logo TP, a ostre krawędzie kabiny mogą znaleźć się na wysokości jego twarzy.
"Przechodzą mnie ciarki, jak pomyślę o jakimś maluchu na rowerku. Może przecież nawet stracić oko. A wystarczyłoby zrobić dłuższe boki i obramować je jakimś miękkim tworzywem" - podkreśla posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska.
Podobnego zdania jest Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. Kiedy pokazaliśmy mu zdjęcie feralnych budek, zapowiedział, że .
"Trzeba także sprawdzić, kto w ogóle dopuścił do ustawienia nowych kabin. Przecież ktoś musiał wydać na to zgodę w miejscowościach, gdzie one stanęły. Należy także koniecznie przeanalizować prawo. Takie sytuacje nie mogą się więcej powtarzać" - dodaje Kluzik-Rostkowska.
Gdy spytaliśmy Telekomunikację, kto stworzył taki projekt, usłyszeliśmy, że ma on wielu ojców. "Ostateczny wygląd kabin jest wspólnym dziełem grupy osób, w tym pracujących w TP. Tam, gdzie kabiny stawały, mieliśmy akceptację projektu z urzędów miast" - wyjaśnił Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP.
Natomiast ze stołecznego ratusza dowiedzieliśmy się jedynie, że na projekt zgodził się wydział estetyki i przestrzeni publicznej. Jest też pocieszająca informacja. Telekomunikacja po alarmujących sygnałach myśli o wprowadzeniu zmian, między innymi o dodaniu specjalnych kolorowych listew ochronnych.
p
BARTŁOMIEJ PIOTROWSKI*: Jestem zaskoczony. Ktoś skupił się tylko i wyłącznie na wyglądzie kabin. Pomyślano: ładne, nowoczesne, to wystarczy - produkujemy. Autor tego projektu wykazał się
wyjątkowym brakiem wyobraźni i wrażliwości. Niestety w naszym kraju nadal nie konsultuje się planów obiektów użyteczności publicznej z ekspertami, którzy mogliby je ocenić pod kątem
bezpieczeństwa czy dostępności dla niepełnosprawnych. Aczkolwiek tutaj nie chodzi tylko o same osoby niewidzące, ale też słabowidzące, osoby starsze, a także dzieci. Przecież szklane
skrzydła tych kabin mają ostre krawędzie, a napis znajduje się poniżej wzroku dziecka.
Nie ma żadnych przepisów, które wymagałyby, aby takie budki były dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Ale to nie oznacza, że nie można nic w tej sprawie zrobić. W końcu żaden
obiekt nie może zagrażać ludzkiemu zdrowiu czy też życiu. Wpadając na taką szybę, można zrobić sobie krzywdę. Konsultowałem tę sprawę z ministrem Dudą, pełnomocnikiem rządu ds. osób
niepełnosprawnych i z pewnością umówimy spotkanie z Telekomunikacją, aby wspólnie zastanowić się, jak to rozwiązać.
To też jest bardzo alarmujące. Pokazuje dobitnie, że Polsce jeszcze daleko do standardów europejskich. Urzędnicy powinni zostać szczególnie uwrażliwieni w tej sprawie. Takie decyzje to
przejaw bezmyślności. Nasz świat nie jest tylko dla osób sprawnych, czy wysokich.
*Bartłomiej Piotrowski, doradca pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych i wiceministra w resorcie pracy i polityki społecznej Jarosława Dudy