Dziennik Gazeta Prawana logo

Polacy szturmują kantory

17 lutego 2009, 19:38
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Ludzie stojący w kolejkach przed kantorami, próbujący sprzedać euro i dolary - w wielu miastach można było zobaczyć sceny niespotykane od lat. Gwałtowne osłabienie złotego, do którego doszło w ostatnich dniach, wykorzystują osoby mające na kontach oszczędności w walutach obcych.

Pomysł na szybki zarobek przyniosły ostatnie notowania - zarówno kursy dolara, jak i euro poszybowały w górę, osiągając poziomy nienotowane od wielu lat. Amerykańska waluta dobiła wczoraj do 3,78 zł, europejska do 4,83 zł. "Chciałam sprzedać niewielką ilość euro w jednym ze stołecznych kantorów przy ul. Puławskiej. Ku mojemu zaskoczeniu już przed wejściem w kolejce stała grupa ludzi" - opowiada 32-letnia Anna z Warszawy.

"Nigdy czegoś podobnego nie widziałam. Śmialiśmy się, że to kolejka jak po mięso w latach osiemdziesiątych" - dodaje. To samo mówią pracownicy kantorów. "Było bardzo dużo ludzi, mamy znacznie większy utarg niż zwykle" - mówi nam kasjerka ze stołecznego kantoru przy ul. Grójeckiej. "Mieliśmy bardzo dobry dzień. Przyszło do nas prawie dwa razy więcej klientów niż zwykle, głównie z euro" - usłyszeliśmy w jednym z punktów w centrum Wrocławia.

Wszyscy klienci głośno mówili o motywach, które nimi kierowały: chcieli zarobić na kursie. Ekonomiści są podzieleni w ocenie zjawiska. "To błąd. Nie rozumiem, po co kupować złotówkę, która z dnia na dzień traci na wartości" - mówi Marek Rocki, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej. Przeciwnego zdania jest Waldemar Kuczyński, główny doradca ekonomiczny premiera Jerzego Buzka. "To bardzo dobrze, bo dzięki sprzedaży walut pojawia się dodatkowa szansa na zahamowanie spadku wartości złotego" - twierdzi.

Tymczasem jeszcze w październiku można było zaobserwować odwrotne zjawisko - gdy złotówka po raz pierwszy od wielu lat zaczęła znacząco tracić na wartości, ludzie ruszyli do kantorów, wykupując obce waluty. Wówczas niektórzy ekonomiści również krytykowali ich zachowanie, twierdząc, że nic na tym nie zarobią, bo kurs złotówki wobec dolara i euro spadnie najwyżej o 20 - 30 groszy. Ceny obu walut wynosiły wówczas odpowiednio około 2,5 i 3,4 zł.

Według ostatnich danych Narodowego Banku Polskiego od września 2008 do stycznia 2009 r. Polacy wypłacili z kont i lokat 1,3 mld euro.


Do kantorów ruszyli prawdopodobnie emigranci, którzy w ostatnich tygodniach wrócili z Wysp Brytyjskich. Obserwowali, jak coraz bardziej umacniał się funt i wreszcie zdecydowali się wymienić swoje oszczędności. Z drugiej strony ten zwyżkowy trend walut wykorzystują też ci, którzy zgromadzili dolary czy w euro. Latem ich oszczędności w przeliczeniu na złotówki topniały z dnia na dzień. Teraz kiedy waluty podrożały, chcą szybko zarobić, zanim kurs zacznie spadać.


Można się spodziewać, że złotówka w najbliższym czasie będzie drożeć. W takiej sytuacji to najlepszy moment, by realizować zyski z inwestycji w waluty. A zyski te mogą być całkiem niezłe. Jeżeli porówna się obecne kursy z notowaniami z lata, okazuje się, że można zarobić nawet ponad półtora złotego na każdym dolarze, funcie czy euro. Zwykli Kowalscy doskonale wyczuli więc trendy na tym rynku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj