Kościół św. Katarzyny spłonął, bo nie miał zabezpieczeń przeciwpożarowych!!! - ujawnił nam generalny konserwator zabytków, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, Tomasz Merta. 10 lat temu nie umieszczono tego kościoła na liście wyjątkowo cennych zabytków, i teraz mamy efekty... Minister zapowiedział, że sprawdzi, jak do tego doszło. Co gorsza, w Polsce większość zabytkowych obiektów, i to tych widniejących na liście, wciąż nie ma zainstalowanych wymaganych prawem urządzeń alarmowych.
O przyczynach pożaru policja i straż pożarna wciąż oficjalnie milczą. Jednak, przy nas, do Tomasza Merty zadzwonili gdańscy strażacy. "Już wiemy, że nie było
ani monitoringu, ani systemu, który daje znać od razu straży pożarnej, że wybuchł ogień" - relacjonuje nam rozmowę ze strażakami minister Merta.
Dlaczego nikt tego nie dopilnował? Generalny konserwator zabytków nie wie. Żeby takie zabezpieczenia były obowiązkowe, trzeba było umieścić gdański kościół na liście najcenniejszych i chronionych zabytków.
"A mój poprzednik tego nie zrobił" - mówi minister Merta. "W ten sposób łatwo zwolniono właściciela zabytku od dodatkowych wydatków" - dodaje z rozbrajającą szczerością.
Ale prawda jest taka, że nawet umieszczenie zabytku na tej liście niewiele daje. 70 proc. budowli, które na niej są, ma nowoczesne zabezpieczenia przeciwpożarowe. Nie ma na niej m.in. katedry w Oliwie, czyli sąsiadki spalonego dziś kościoła - dowiedzieliśmy się od ministra.
Skąd ta ignorancja? Co z resztą zabytków? Odpowiedź, choć mało satysfakcjonującą, daje nam Tomasz Merta: "Faktycznie, nie było żadnych kar, jak się tych warunków nie dopełniło" - mówi cicho. "Tylko strażacy robili kontrolę, i to oni mogli uznać zabytek za niebezpieczny i zamknąć przed odwiedzającymi" - dodaje minister.
Ale w praktyce żaden strażak tak nie robił, bo za dużo byłoby szumu z zamykaniem. Dopiero teraz, po szkodzie, minister zajmie się rażącymi uchybieniami i - jak nam zapowiedział - sprawdzi, jakich kryteriów używano do sporządzenia listy. I czemu przez 10 lat jej nie respektowano?!
Trzeba było pożaru, żebyśmy poznali tę ponurą prawdę.
Dlaczego nikt tego nie dopilnował? Generalny konserwator zabytków nie wie. Żeby takie zabezpieczenia były obowiązkowe, trzeba było umieścić gdański kościół na liście najcenniejszych i chronionych zabytków.
"A mój poprzednik tego nie zrobił" - mówi minister Merta. "W ten sposób łatwo zwolniono właściciela zabytku od dodatkowych wydatków" - dodaje z rozbrajającą szczerością.
Ale prawda jest taka, że nawet umieszczenie zabytku na tej liście niewiele daje. 70 proc. budowli, które na niej są, ma nowoczesne zabezpieczenia przeciwpożarowe. Nie ma na niej m.in. katedry w Oliwie, czyli sąsiadki spalonego dziś kościoła - dowiedzieliśmy się od ministra.
Skąd ta ignorancja? Co z resztą zabytków? Odpowiedź, choć mało satysfakcjonującą, daje nam Tomasz Merta: "Faktycznie, nie było żadnych kar, jak się tych warunków nie dopełniło" - mówi cicho. "Tylko strażacy robili kontrolę, i to oni mogli uznać zabytek za niebezpieczny i zamknąć przed odwiedzającymi" - dodaje minister.
Ale w praktyce żaden strażak tak nie robił, bo za dużo byłoby szumu z zamykaniem. Dopiero teraz, po szkodzie, minister zajmie się rażącymi uchybieniami i - jak nam zapowiedział - sprawdzi, jakich kryteriów używano do sporządzenia listy. I czemu przez 10 lat jej nie respektowano?!
Trzeba było pożaru, żebyśmy poznali tę ponurą prawdę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl