Jedni mówią, że ogień zaprószył się od papierosa jednego z robotników, którzy remontowali dach kościoła, drudzy, że instalacja elektryczna była wadliwa. Jak przy każdej tego typu katastrofie i tym razem ludzie snują historie, czemu doszło do pożaru zabytkowego kościoła.
Policja i straż pożarna na razie milczą jak grób. "Słyszę tylko masę spekulacji" - mówi nam, oddzielająca tłum ludzi od płonącego kościoła, rzecznik Komendy
Policji w Gdańsku, Danuta Wołk-Karaczewska. "Wszystkie wersje sprawdzimy" - dodaje dyplomatycznie.
A co na to zwykli mieszkańcy miasta? Najczęściej słyszy się, że doszło do podpalenia. Przed pożarem świadkowie widzieli, jak grupa robotników, która remontowała dach kościoła, paliła fajki, ale nie gasiła ich dokładnie i tak zaprószono ogień.
Druga wersja przyczyn pożaru - wadliwa instalacja - w naszych realiach też wydaje się bardzo prawdopodobna.
Na ostateczną i prawdziwą wersję będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Ale na pewno wiemy już, że w zabytkowym kościele nie było zabezpieczeń przeciwpożarowych, które złagodziłyby skutki niszczącego działania żywiołu. Powód? Od lat ten sam! Urzędasy, które powinny tego dopilnować, nie dopilnowały. Nie umieszczono kościoła św. Katarzyny na liście cennych i chronionych zabytków, która nakładała na właściciela obowiązek zamontowania monitoringu - wtedy, w razie pożaru, natychmiast idzie sygnał do straży pożarnej.
"Moi poprzednicy tego nie dopilnowali" - umywa ręce generalny konserwator zabytków i wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, Tomasz Merta.
Ale i samą listą też nikt specjalnie się nie przejmuje - z 726 zabytków, które się na niej znalazły, zabezpieczeń nie ma prawie 70 proc. budowli!
A co na to zwykli mieszkańcy miasta? Najczęściej słyszy się, że doszło do podpalenia. Przed pożarem świadkowie widzieli, jak grupa robotników, która remontowała dach kościoła, paliła fajki, ale nie gasiła ich dokładnie i tak zaprószono ogień.
Druga wersja przyczyn pożaru - wadliwa instalacja - w naszych realiach też wydaje się bardzo prawdopodobna.
Na ostateczną i prawdziwą wersję będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Ale na pewno wiemy już, że w zabytkowym kościele nie było zabezpieczeń przeciwpożarowych, które złagodziłyby skutki niszczącego działania żywiołu. Powód? Od lat ten sam! Urzędasy, które powinny tego dopilnować, nie dopilnowały. Nie umieszczono kościoła św. Katarzyny na liście cennych i chronionych zabytków, która nakładała na właściciela obowiązek zamontowania monitoringu - wtedy, w razie pożaru, natychmiast idzie sygnał do straży pożarnej.
"Moi poprzednicy tego nie dopilnowali" - umywa ręce generalny konserwator zabytków i wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, Tomasz Merta.
Ale i samą listą też nikt specjalnie się nie przejmuje - z 726 zabytków, które się na niej znalazły, zabezpieczeń nie ma prawie 70 proc. budowli!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl