Nie poznamy listy księży-agentów ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Wczoraj w samo południe zamiast ogłosić, który z duchownych współpracował z SB, ksiądz oświadczył, że władze kościelne zabroniły mu ujawnić prawdy, zabroniły też dalszej pracy badawczej nad esbeckimi aktami w IPN. Pod groźbą kar!
Na trzy godziny przed zapowiadaną konferencją duchownego wezwał go do siebie kanclerz Kurii Metropolitalnej, ks. Piotr Meier, i przekazał na piśmie decyzję
metropolity krakowskiego. A ten zabronił księdzu nie tylko ogłaszania przygotowanej na dzisiejszą konferencję listy księży-agentów, ale nawet prowadzenia jakichkolwiek badań nad
współpracą kościoła z bezpieką. Jeśli nie będzie posłuszny, zostanie ukarany.
Niestety, ani kuria, ani ksiądz nie chcą ujawnić szczegółów. "Możemy się tylko domyślać, jak wyglądałaby taka kara, gdyby ksiądz okazał się nieposłuszny" - mówi dziennikowi.pl arcybiskup ks. Tadeusz Pieronek. "To pozbawienie urzędu, oddalenie czy nawet klątwa. Ale skończyło się na szczęście na upomnieniu" - dodaje.
Bo duchowny okazał się posłuszny i dziś na konferencji usłyszeliśmy, że w sprawie księży-konfidentów będzie milczał jak grób. "Jeżeli ktoś poczuł się dotknięty moimi słowami lub źle zrozumiał moje intencje, to przepraszam" - mówił dziś pełen pokory ksiądz. "Wybaczam tym, którzy w latach 80. wyrządzili zło moralne" - dodał.
Czy to koniec lustracji w kościele? "Tego procesu nie da się już zatrzymać" - komentuje dla dziennika.pl publicysta "Polityki" Adam Szostkiewicz i dodaje, że kościół musi się z tym zmierzyć po szumie, jaki zrobił się wokół listy ks. Zaleskiego. "Jeśli nic nie zrobi, będzie potępiany przez Polaków, że ma coś do ukrycia" - zauważa Szostkiewicz.
W ciemniejszych barwach widzi sprawę publicysta "Newsweeka" Tomasz Terlikowski. "To smutne, że kardynał Dziwisz zdecydował się zastosować sankcje wobec duchownego, który chciał ujawnić trudną prawdę o przeszłości Kościoła" - mówi poruszony dziennikarz, podkreślając swój szacunek dla ks. Zaleskiego i odwagi, jaką się wykazał.
Niestety, ani kuria, ani ksiądz nie chcą ujawnić szczegółów. "Możemy się tylko domyślać, jak wyglądałaby taka kara, gdyby ksiądz okazał się nieposłuszny" - mówi dziennikowi.pl arcybiskup ks. Tadeusz Pieronek. "To pozbawienie urzędu, oddalenie czy nawet klątwa. Ale skończyło się na szczęście na upomnieniu" - dodaje.
Bo duchowny okazał się posłuszny i dziś na konferencji usłyszeliśmy, że w sprawie księży-konfidentów będzie milczał jak grób. "Jeżeli ktoś poczuł się dotknięty moimi słowami lub źle zrozumiał moje intencje, to przepraszam" - mówił dziś pełen pokory ksiądz. "Wybaczam tym, którzy w latach 80. wyrządzili zło moralne" - dodał.
Czy to koniec lustracji w kościele? "Tego procesu nie da się już zatrzymać" - komentuje dla dziennika.pl publicysta "Polityki" Adam Szostkiewicz i dodaje, że kościół musi się z tym zmierzyć po szumie, jaki zrobił się wokół listy ks. Zaleskiego. "Jeśli nic nie zrobi, będzie potępiany przez Polaków, że ma coś do ukrycia" - zauważa Szostkiewicz.
W ciemniejszych barwach widzi sprawę publicysta "Newsweeka" Tomasz Terlikowski. "To smutne, że kardynał Dziwisz zdecydował się zastosować sankcje wobec duchownego, który chciał ujawnić trudną prawdę o przeszłości Kościoła" - mówi poruszony dziennikarz, podkreślając swój szacunek dla ks. Zaleskiego i odwagi, jaką się wykazał.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|