Dziennik Gazeta Prawana logo

Detektyw nie przyznaje się do współpracy z mafią

13 października 2007, 16:47
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 lat więzienia grozi Krzysztofowi Rutkowskiemu. Zarzuty to pranie brudnych pieniędzy, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i poświadczenie nieprawdy. Na tym nie koniec sensacji. "Będziemy zatrzymywać inne znane osoby" - zapowiada minister Wassermann. A "Fakt" ujawnia, że detektyw poda ABW do sądu za "brutalne zatrzymanie"!

Rutkowski był przesłuchiwany całą niedzielę. Późnym wieczorem jego adwokat powiedział, że detektyw się nie przyznał, ale "złożył obszerne wyjaśnienia". Sam podejrzany nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Obwieścił tylko, że jego biuro prasowe przygotowuje komunikat w sprawie zatrzymania. Prokuratura jutro zdecyduje, czy będzie chciała jego aresztowania.

ABW zatrzymała byłego posła Samoobrony w nocy z soboty na niedzielę na jednej z katowickich stacji benzynowych. Wyglądało to jak scena z filmu albo programu, który Rutkowski kręcił dla telewizji TVN. Na stację wpadli zamaskowani antyterroryści, przewrócili Rutkowskiego i skuli kajdankami. Działali błyskawicznie, bo detektyw miał broń. "Ani drgnij!" - usłyszał Rutkowski, gdy już leżał na ziemi.

To zatrzymanie ma związek ze śledztwem przeciwko mafii paliwowej, toczącym się już cztery lata. Detektyw powołując się na znajomości i układy w instytucjach państwowych, zapewniał przedsiębiorcę paliwowego Henryka M., że ten uniknie kary. A gdy już M. został zatrzymany, Rutkowski obiecywał, że załatwi mu wyjście za kaucją i odpowiadanie przed sądem z wolnej stopy.

A prokuratura miała Henrykowi M. sporo do zarzucenia. Okazało się bowiem, że przedsiębiorca kupował olej opałowy, odbarwiał go (bo opałowy jest w ten sposób znaczony) i sprzedawał jako olej napędowy. Henryk M. i jego grupa w ciągu czterech lat wyłudzili od państwa około 430 mln złotych!

Jak jeszcze Rutkowski pomógł Henrykowi M.? Otóż razem z nim wyprał pieniądze z przestępstw paliwowych, zgłaszając w urzędzie skarbowym fikcyjną pożyczkę. By ochronić "barona paliwowego", skłamał, że przyjął od niego 500 tys. złotych. Detektyw dorabiał też na fikcyjnych konsultacjach i doradztwie. Fałszywe faktury, które wystawił, opiewały na zawrotną sumę 2,5 mln złotych.

Gdy Henryk M. trafił za kraty, prokuratura zainteresowała się Rutkowskim. Detektyw opowiadał o znajomości z baronem. Nie dostał wtedy zarzutów, bo poszedł z prokuraturą na współpracę. Odciął się od M. i zarzekał, że dostawał od przedsiębiorcy pieniądze jedynie za usługi detektywistyczne i konsultacje. Teraz prokuratura mu nie wierzy. Detektywowi grozi 10 lat za kratkami.

Do tej pory zarzuty w związku z działalnością mafii paliwowej ze Śląska postawione zostały 36 osobom. 10 osób jest w więzieniu. Wśród przestępców znaleźli się na przykład pracownicy Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach i prawnicy.

Minister koordynator specsłużb Zbigniew Wassermann zapowiada: ciąg dalszy tej sprawy może być sensacyjny. "Dowody przeciwko Rutkowskiemu są bardzo mocne" - ocenia i wyjaśnia, że chodzi o zgromadzone dokumenty oraz zeznania wielu osób. "Nie jest jeszcze zamknięty krąg podejrzanych ani wyjaśnienia wszystkich okoliczności" - mówi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj