Scenarzyści filmowi o prawdę w filmach się nie martwią. W "Kryminalnych" odnosi się wrażenie, jakby w policji pracowało tylko czworo policjantów, a w "W-11" – że bandyci są głupi i naiwni – pisze DZIENNIK.
Scena z życia wzięta: Po włamaniu do domu przyjeżdża policyjna ekipa: dochodzeniowcy, technik zabezpieczający ślady, fotograf. Kilka godzin szukają odcisków
palców włamywaczy, włosów, nitek. Policjant odręcznie spisuje zeznania. Pani domu się denerwuje: "Czemu to tak długo trwa? W telewizji widziałam, że w pół godziny łapią
złodziei! <W-11> oglądam! Przecież to prawda jest, nie?".
"W-11" to udający dokument popularny serial fabularyzowany, w którym para policjantów (prawdziwych) prowadzi dochodzenia. Serial, obok "Kryminalnych", "Fali zbrodni", "Oficera" wzbudza u widzów euforię, a u policjantów skrzywienie, jakby rwały ich zęby. "Żenada. Ludzie to oglądają i myślą, że tak wygląda nasza praca" – oburza się Romek, policjant z dużej komedy miejskiej.
"Nikt nie zgodzi się, by pokazać, jak naprawdę szturmujemy budynek albo gdzie chowamy mikrokamery. Czasami przeginamy, to trochę tak jak z pokazami na święto policji: dużo dymu, huku, błysków kogutów" – tłumaczy konsultant filmowy, antyterrorysta.
Dlatego policjanci w serialu nie siedzą w obskurnych pokojach, jeżdżą dobrymi autami (nowe toyoty, ople, nissany, a nawet sportowe subaru!), są modnie ubrani, nie narzekają na zarobki, a nawet nie przeklinają. A jeśli nawet pozwolą sobie na "k....", to i tak wypika to telewizja. A życie sobie...
"W-11" to udający dokument popularny serial fabularyzowany, w którym para policjantów (prawdziwych) prowadzi dochodzenia. Serial, obok "Kryminalnych", "Fali zbrodni", "Oficera" wzbudza u widzów euforię, a u policjantów skrzywienie, jakby rwały ich zęby. "Żenada. Ludzie to oglądają i myślą, że tak wygląda nasza praca" – oburza się Romek, policjant z dużej komedy miejskiej.
"Nikt nie zgodzi się, by pokazać, jak naprawdę szturmujemy budynek albo gdzie chowamy mikrokamery. Czasami przeginamy, to trochę tak jak z pokazami na święto policji: dużo dymu, huku, błysków kogutów" – tłumaczy konsultant filmowy, antyterrorysta.
Dlatego policjanci w serialu nie siedzą w obskurnych pokojach, jeżdżą dobrymi autami (nowe toyoty, ople, nissany, a nawet sportowe subaru!), są modnie ubrani, nie narzekają na zarobki, a nawet nie przeklinają. A jeśli nawet pozwolą sobie na "k....", to i tak wypika to telewizja. A życie sobie...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|