Bogdan Popiel od kilku miesięcy przychodzi codziennie do pracy, podpisuje listę obecności, a potem przez osiem godzin czyta gazetę. Dostaje za to 2,5 tys zł. Nie robi nic, bo prezydent Częstochowy nie chce mu powierzyć żadnych obowiązków - pisze "Fakt".
Prezydent miasta już dwa razy zwalniał mężczyznę z pracy, ale za każdym razem sąd nakazywał ponownie go zatrudnić. A wszystko dlatego, że obu panów dzielą poglądy polityczne.
"Dostaję pensję, ale nie mam pracy. Wszystko przez to, że kiedyś byłem związany z lewicą" - denerwuje się w rozmowie z "Faktem" Bogdan Popiel. Ale prezydentowi Częstochowy wcale nie przeszkadza, że płaci urzędnikowi, który nic nie robi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|