Zbigniew Religa rusza na wojnę z handlem alkoholem w nocy. "Teraz Polacy mają dostęp do alkoholu 24 godziny na dobę. Każdy, kto trafi na zamknięty w nocy sklep monopolowy, zawsze może pójść na stację benzynową i kupić dowolny trunek - mówi minister. Moje ministerstwo będzie popierało wszelkie utrudnienia dotyczące dostępu do alkoholu. Gdy ludzie będą musieli zrobić wysiłek, żeby alkohol zdobyć, wiele z nich w ogóle zrezygnuje z picia. Dlatego jestem zwolennikiem nocnej prohibicji!" – zapewnia.
Kontrowersyjny pomysł podzielił Polaków. "To bardzo dobry pomysł!" – mówi "Faktowi" emerytka z Poznania. Zabrudzone klatki schodowe i bramy, pijackie krzyki klientów sklepów nocnych niepokoją starszą panią. "Mam nadzieję, że nowy przepis się sprawdzi. Alkohol jest dla ludzi, ale ludzie niestety nie potrafią pić" - dodaje.
"Pracuję codziennie do późna. Kiedy mam później zrobić zakupy, gdzie mogę zaopatrzyć się w piwo? Tylko na całodobowej stacji benzynowej!" – mówi z kolei młody przedsiębiorca z Rudy Śląskiej. Również eksperci walczący z alkoholizmem nie popierają jednoznacznie Religi. "Problem trzeba wyważyć ze względu na tradycję Polaków do samoorganizowania się..." – mówi ostrożnie Krzysztof Brzózka z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Wiadomo, o co chodzi: jeśli będzie mniej sklepów z alkoholem, mogą wrócić czasy nielegalnych melin, gdzie wódkę sprzedawano przez całą dobę, albo bardzo spragnieni i zdesperowani zaczną pędzić bimber.