Czy to chwilowa moda, po „aferze taśmowej” - ujawnieniu nagrań posłanki Samoobrony Renaty Beger? Ale właściciele sklepów z aparaturą podsłuchową i do podgklądania mają nadzieję, że nie. I zacierają ręce, bo interes kwitnie jak nigdy! "Co chwilę ktoś do nas dzwoni. Ludzie pytają o podsłuchy. Interesuje ich cena, sposób montażu. Powodzeniem cieszą się teraz miniaturowe bezprzewodowe kamerki" – mówi DZIENNIKOWI Bartłomiej Poławski z firmy CTR Partner w Warszawie.
Mało kogo dziwi już kalkulator z wbudowanym podsłuchem, mikrofon, dzięki któremu można usłyszeć, co się mówi za kilkudziesięciocentymetrową ścianą, czy kamera w guziku lub pluszaku.
Niezbędny sprzęt, już nawet za nieco ponad sto złotych, można znaleźć na prawie każdej giełdzie lub internetowej aukcji. "Ale to rzeczy dla bardziej zaawansowanych"
– mówią sprzedawcy. Żeby kogoś nagrać, nie trzeba wykorzystywać skomplikowanych urządzeń. Komórka z dyktafonem, czy kamerą wideo w zupełności wystarczy.
A na "rozmowy kontrolowane" wyczuleni są już niemal wszyscy. Biznesmen ze Szczecina zanim usiądzie do negocjacji dyskretnie sprawdza, czy pod stołem nikt nie umieścił „pluskwy”. Zdarzyło mu się kiedyś znaleźć podsłuch w swojej własnej sali konferencyjnej! Parę lat temu popularna była praktyka kupowania przez radców prawnych i adwokatów podsłuchów kierunkowych: taki podsłuch zostawiało się w torbie przy drzwiach, za którymi toczył się jakiś przetarg. Potem wystarczyło odsłuchać taśmy, które zawierały interesujące ich klientów informacje.
Nagrania to także najlepsza polisa. "Często rejestruje się dawanie łapówek choćby za korzystne rozstrzygnięcia przetargów. Osoby wręczające w ten sposób się zabezpieczają. Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał wpuścić ich w maliny" – opowiada DZIENNIKOWI osoba dobrze zorientowana w środowisku biznesowym.
Mania nagrywania dosięgnęła też najmłodszych. Wielu dyrektorów uprzedza nauczycieli o tym, że praktycznie każdy ich gest może zostać zarejestrowany. "Wobec pedagoga, który motywował ucznia, nie rozmawiając z nim, ale krzycząc na niego, dyrektor wszczął postępowanie dyscyplinarne. Powodem był 30-sekundowy film, jaki uczeń zrobił podczas spotkania. Pokazał go rodzicom, a ci poszli do dyrektora" – opowiada nauczyciel jednego z poznańskich gimnazjów.
"Po ujawnieniu tzw. taśm Beger ludzie uświadomili sobie jednak, że trzeba bardzo ważyć słowa i że nie zawsze wszystko i wszystkim można powiedzieć, by za jakiś czas nie obrócio
się to przeciwko nim. Żyjemy w takim małym reality-show i tak naprawdę nie wiemy kto, kiedy i co nagrywa" – twierdzi Artur Janta-Lipiński, szef agencji detektywistycznej w
Koszalinie.