Dyrekcja Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie straciła cierpliwość i w radykalny sposób postanowiła rozprawić się w nieuczciwymi czytelnikami. Tym bardziej, że już 12 tys. publikacji z liczącego 511 tys. woluminów zbioru przepadło bez śladu.
Kara za dzień zwłoki w oddaniu książki niby nie jest duża – 20 groszy. Jednak z tych groszy potrafi uzbierać się niezła suma. Rekordzista miał aż 1700 złotych długu. – W całości zapłacił tę kwotę, bo wynajęliśmy firmę windykacyjną, która w naszym imieniu ściąga długi – przyznaje Artur Paszko, dyrektor krakowskiej WBP.
Nic dziwnego, że kiedy wieść o windykatorach ściągających biblioteczne długi gruchnęła wśród studentów, przed ladą w bibliotece zrobiło się tłoczno. Wizytę windykatorów ma już za sobą Roman Maj z II roku prawa. – Po zapłaceniu 35 zł kary, już jestem sumienny – opowiada.
Na celowniku biblioteczni windykatorzy mają jeszcze kilkaset osób. Od ponad dwóch tysięcy już udało się ściągnąć należność. Biblioteka odzyskała w sumie 300 tys. zł.